Archiwa tagu: Opera Rara

Szaleństwo zdradzonej miłości, czyli „Orlando” na Opera Rara

Georg Friedrich Haendel, Orlando, HWV 31
Festiwal Opera Rara, Centrum Kongresowe ICE, Kraków

Ruch – Tomasz Jan Wygoda
Przestrzeń – Natan Berkowicz
Dramaturg – Robert Bolesto

Orlando (kontratenor) – Tim Mead
Angelica (sopran) – Joanna Sojka
Medoro (kontratenor) – Kangmin Justin Kim
Dorinda (sopran) – Julia Pliś
Zoroastro (bas) – Nicolas Brooymans
Capella Cracoviensis, dyr Thibault Noally

 

 

Dzieje Orlanda to jeden z tych tematów w barokowej operze, który kompozytorzy eksploatowali do znudzenia. Jego dzieje opisał w eposie rycerskim Orlando furioso Lodovico Ariosto, a poemat stanowił wówczas istną kopalnię motywów. Libretto autorstwa Capacego, którym posłużył się Haendel, zostało już wcześniej użyte przez Domenica Scarlattiego (opera wystawiona w Rzymie w 1711). Oczywiście w niczym to nie przeszkadzało w powtórnym wykorzystaniu tego tekstu. Realizacja Haendlowska jest chyba najczęściej obecna na scenach, dorównuje jej tylko Orlando furioso Antonia Vivaldiego skomponowane do libretta Grazia Braccioli.

Orlando należy do nurtu „czarodziejskiego”(trafne określenie Kamińskiego) w twórczości kompozytora (podobnie jak m.in. Rinaldo i Alcina), choć czary zarezerwowano tu jedynie dla wymyślonej przez Haendla i nieistniejącej w libretcie Capacego postaci Zoroastra, czyli tajemniczego czarodzieja, który z niewiadomych powodów manipuluje oglądanymi przez nas wydarzeniami i emocjami bohaterów. To chyba najpiękniejsza partia napisana przez Haendla dla głosu basowego. A skoro o głosach mowa – to ostatnia opera napisana dla Senesina, który już wkrótce zdradził Haendla dla konkurencyjnej Opera of the Nobility.

Nie oglądamy jednak często tej opery na scenach – w Polsce miałam okazję widzieć ją dopiero po raz trzeci, w tym pierwszy raz był to gościnny występ na festiwalu w Bydgoszczy. Dlaczego? Pewnie jak zwykle z wielu powodów. Tematyka czarodziejska nie cieszy się dziś powodzeniem, a realizatorzy mają problem z inscenizowaniem rycerskich tematów. Na dokładkę kluczowy moment dzieła to miotanie się na scenie owładniętego miłosnym szałem Orlanda – to bohater, którego trudno polubić, choć można z litością pochylić się nad jego miłosnym pechem.

Fot. FB strona Opera Rara

Inscenizatorzy radzą sobie różnie z zaaranżowaniem spektaklu. Natalia Kozłowska postawiła w 2015 na pastoralną scenografię, choć we współczesnych/bezczasowych kostiumach. Twórcy najnowszej inscenizacji, którą obejrzeliśmy w ramach tegorocznej edycji festiwalu Opera Rara zaproponowali coś w rodzaju wersji pół scenicznej, bliższej jednak wykonaniu koncertowemu niż scenicznemu. Soliści śpiewali „do publiczności”, wzbogacając wykonania mniej lub bardziej udanymi elementami aktorskimi – tu zdecydowanie najlepiej wypadł tytułowy Orlando w interpretacji Tima Meada. Poza tym kroczyli w tle. Najbardziej rzucającym się w oczy – i to dosłownie – elementem była projekcja w tle sceny. Przeplatały się na niej obrazki militarne, przemysłowe, sielskie, abstrakcyjne i dziesiątki innych, związane w dość luźny sposób z akcją, ale za to nieprawdopodobnie agresywnie angażujące wzrok i uwagę widzów. Prawdę mówiąc przeszkadzały w odbiorze i nie jest to zdanie odosobnione. Niektórzy widzowie zamykali albo zasłaniali oczy, żeby bez przeszkód odbierać muzykę. Najwyraźniej inscenizatorzy nie zaufali muzyce i wykonawcom i chcieli koniecznie „ubogacić” operę wizualnie.

Śpiewa Joanna Sojka, kroczy Tim Mead; fot. FB Opera Rara

A przecież – na przekór ich obawom – opera Haendla broni się świetnie! To naprawdę kawał fantastycznej muzyki, w której zresztą odnaleźć można jego ulubione motywy (Verdi allori!). Zaangażowani soliści byli znakomici, właściwie bez wyjątków. Tytułową rolę dźwignął wspomniany już Tim Mead, angielski kontratenor dysponujący ciepłym altowym głosem, aktorsko balansując wspaniale pomiędzy antypatycznym pyszałkiem a żałosnym rogaczem. Był równie świetny w ariach brawurowych, jak w niebywale trudnej partii szaleństwa Orlanda – przeskakując pomiędzy rozpaczą a sarkazmem. A wszystko to z niebywałą swobodą i sprawnością głosową. Fantastyczna rola!

Angelikę kreowała Joanna Sojka, koloraturowa sopranistka, piękny krystaliczny głos, emocjonalna interpretacje z częstym messa di voce, pięknie podkreślającym dramatyzm interpretacji. Jej wykonanie Verde piante przejmowało dreszczem!

Kangmin Justin Kim jako Medoro; fot. FB Opera Rara

Jako Medoro wystąpił koreańsko-amerykański kontratenor Kangmin Justin Kim. Solista specjalizujący się w repertuarze barokowym i Mozartowskim. Ze szczególnym talentem lirycznym, którym uwiódł krakowską publiczność, a wykonana przez niego wspomniana aria Verdi allori była po prostu magiczna.

Dorinda w interpretacji Julii Pliś była postacią raczej komediową, co nieco ujmuje jej głębi. U Haendla jest to postać równie oryginalna i niejednoznaczna, co Orlando. Nie można jednak nic zarzucić solistce – sprawnie i z zaangażowaniem wykonywała swoja partię. Wymienić warto szczególnie brawurową i niezwykle wymagającą arię z trzeciego aktu Amor e qual vento.

Zoroastro to, jak pisałam, najpiękniejsza partia dla basa, jaką skomponował Haendel. Nicolas Brooymans dysponuje potężnym głosem i dobrze poradził sobie z rolą, publiczność entuzjastycznie oklaskiwała wszystkie jego arie.

Finałowe Choro; fot. IR

Na koniec Capella Cracoviensis. Prowadzona przez równocześnie grającego na skrzypcach Thibaulta Noally, grała nadzwyczajnie. Dawno nie słyszałam tak sprawnie i energetycznie grającej Capelli. Tempa, dynamika i brzmienie naprawdę świetne. Wyraźnie prowadzący dodał jej skrzydeł.

A najbardziej cieszy mnie to, że to dopiero pierwsza z trzech zapowiedzianych premier! Naprawdę Opera Rara w tym roku spełnia marzenia miłośników baroku.

Orlando – wykonania, inscenizacje

2025, 2, 3 i 4 lutego – Festiwal Opera Rara, Centrum Kongresowe ICE, Kraków

Ruch – Tomasz Jan Wygoda
Przestrzeń – Natan Berkowicz
Dramaturg – Robert Bolesto

Orlando (kontratenor) – Tim Mead
Angelica (sopran) – Joanna Sojka
Medoro (kontratenor) – Kangmin Justin Kim
Dorinda (sopran) – Julia Pliś
Zoroastro (bas) – Nicolas Brooymans
Capella Cracoviensis, dyr. Thibault Noally

Relacja: Szaleństwo zdradzonej miłości, czyli „Orlando” na Opera Rara

 

2015, 4 i 5 września – I Festiwal Oper Barokowych Dramma per musica, Teatr Królewski w Starej Oranżerii, Łazienki Królewskie w Warszawie

Kierownictwo muzyczne – Lilianna Stawarz
Reżyseria – Natalia Kozłowska
Scenografia i kostiumy – Julia Skrzynecka

Wykonawcy:
Orlando (kontratenor) – Jakub Monowid
Angelica (sopran) – Aleksandra Zamoyska
Zoroastro (bas) – Artur Janda
Dorinda (sopran) – Dagmara Barna
Medoro (kontratenor) – Damian Ganclarski
Isabella – Monika Łopuszyńska
Royal Baroque Ensamble, dyr. Lilinna Stawarz

Relacja: Orlando, czyli umysł w głębokich mgłach

 

2011, 12 maja – XVIII Bydgoski Festiwal Operowy, Opera Nova, Bydgoszcz

Reżyseria: Eva Buchmann
Kierownictwo muzyczne: Jan Willem de Vriend
Scenografia: Miriam Grote Gansey
Kostiumy: Jorine van Beek
Reżyseria świateł: Tom Verheijen

Wykonawcy:
Combattimento Consort Amsterdam, Holandia

 

 

 

 

 

 

Rejestracja w Ninotece

 

Orlando

Orlando HWV 31

dramma per musica w trzech aktach
muzyka Georg Friedrich Haendel
libretto wg „Orlando ovvero la Gelosia Pazzia” Carla Sigismonda Capacego , na podstawie „Orlanda Szalonego” Ariosta
premiera w King’s Theatre na Haymarket, Londyn, 27 stycznia 1733

Premierowa obsada:
Orlando (alt-kastrat) – Francesco Bernardi, zwany Senesino
Angelica (sopran) – Anna Strada del Pò
Medoro (alt) – Francesca Bertoli
Dorinda (sopran) – Celeste Gismondi
Zoroastro (bas) – Antonio Montagnana

Akt I
Czarodziej Zoroastro przepowiada przyszłość rycerza Orlanda, który jednak porzucił chwałę rycerską na rzecz miłości (Stimulato dalla gloria). Czarodziej przekonuje Orlanda do powrotu na ścieżkę chwały, ten jednak wciąż wzdycha z miłości ((Non fu già). Orlando ratuje z opałów księżniczkę Angelikę, czym robi wrażenie na pasterce Dorindzie, podkochującej się w księciu Medoro (Ho un certo rossore). Orlando jest zakochany w Angelice, ona jednak kocha Medora. Zakochani Angelica i Medoro ślubują sobie wierność (Ritornava al suo bel viso). Angelica nie była wcześniej zakochana (Chi posessore), Medoro zaś ma wyrzuty w stosunku do Dorindy (Se il cor mai ti dirà). Dorinda jednak wcale mu nie ufa (O care parolette). Ostrzeżona przez Zoroastra o gniewie Orlanda Angelica udaje zazdrość (Se fedel vuoi), Orlando powtarza swe przysięgi (Fammi cambattere). tymczasem Dorinda natyka się na Angelicę i Medora in flagranti (trio: Consolati, o bella).

Akt II
Zrozpaczona Dorinda zdradza kochanków przed Orlandem (Se mi rivolgo al prato). Orlando cierpi (Cielo!). Zoroastro znów ostrzega kochanków i prosi ich, aby ratowali się ucieczką przed gniewem rycerza (Tra calgini profonde). Na pożegnanie Medoro rzeźbi w drzewie imiona kochanków (Verdi allori), Angelica zaś ufa w wyrozumiałość Orlanda (Non potrà dirmi ingrata) i żegna się z miłą sercu okolicą (Verdi pianti). Tymczasem wściekły Orlando ściga Angelicę, jednak czarodziejski obłok ją ukrywa. Orlando popada w szaleństro (Ah, stige larwe – Vaghe pupille).

Akt III
Medoro szuka Angeliki w domku Dorindy (Vorrei potesti amar). Orlando wpada i, biorąc Dorindę na Angelikę, chce ją porwać (duetto: Unisca amor in noi). Rycerz czuje nadludzką siłę (Già lo stringo), jednak w porę się oddala. Angelica wierzy, że szaleństwo Orlanda jest uleczalne (Così giusta), Dorinda rozważa pułapki miłości (Amor è quel vento). Zoroastro postanawia ratować rycerza (Sorge infausto). Angelica mówi Dorindzie, że Orlando zburzył jej dom, grzebiąc Medora pod gruzami. Wraca Orlando i bierze Angelikę za potwora (duetto: Finchè prendi), po czym strąca ją w przepaść. Księżniczkę ratuje Zoroasto, który usypia Orlanda i sprowadza lekarstwo, którym go leczy. Obudzony ze snu i z szleństwa Orlando dowiaduje się, że zabił Angelikę i Medora i z rozpaczy sam chce się zabić (Per far, mia diletta). Zoroastro sprowadza żywych kochanków, a Orlando przyrzeka powściąganie emocji i służbę bogowi wojny (chór: Tronfa oggi ‚l mio cor).

Wykonania/Inscenizacje w Polsce
Relacja: Orlando, czyli umysł w głębokich mgłach
Relacja: Szaleństwo zdradzonej miłości, czyli „Orlando” na Opera Rara

Semele – inscenizacje, wykonania

2025, 6 listopada – Opera Rara, ICE, Kraków

Kierownictwo muzyczne : Christina Pluhar  

Wykonawcy
Semele – Joanna Zaucha
Jupiter, Apollo – Valerio Contaldo
Athamas – Rafał Tomkiewicz
Cadmus, Arcykapłan, Somnus – Sebastian Szumski
Iris – Dorota Szczepańska
Juno, Ino – Magdalena

Chór Capella Cracoviensis: soprany – Jolanta Kowalska-Pawlikowska, Michalina Bienkiewicz, Antonina Ruda, Magdalena Łukawska, alty – Ilona Szczepańska, Matylda Staśto-Kotuła, Marcin Liweń, Klaudyna Nitkiewicz, Tenory – Bartosz Gorzkowski, Dominik Czernik, Szczepan Kosior, Bartłomiej Witczak, basy – Przemysław Józef Bałka, Adam Radnicki, Szymon Sobczyk, Jacek Wróbel
Orkiestra Capella Cracoviensis: dyr. Christina Pluhar

 

 

2021, 21 kwietnia – Teatr Wielki w Łodzi

Reżyseria:  Eva Buchmann
Kierownictwo muzyczne: Marcin Wolniewski
Choreografia: Aleksandra Stanisławska
Dekoracje i kostiumy: Izabela Stronias
Projekcje filmowe: Andrzej Szulkowski
Przygotowanie chóru: Dawid Ber
Przygotowanie muzyczne: Anna Werecka
Współpraca reżyserska: Agnieszka Białek, Bartosz Jakóbczak
Współpraca scenograficzna: Rafał Dobruchowski
oraz studenci ASP Wydział Tkaniny i Ubioru, Pracownia Kostiumu Scenicznego:
Mateusz Bidziński, Kamila Chobot, Martyna Maria Joniec, Katarzyna Mazurkiewicz, Anna Piechura, Weronika Pietrzak, Katarzyna Strojna, Aleksandra Tyszkowska, Paulina Wojnar
Konsultant muzyczny: Jan Willem Vriend de
Dramaturg: Ben Hurkmans
Korepetycje muzyczne: Tatiana Dranczuk, Małgorzata Micińska, Nadieżda Pawlak, Ewa Szpakowska

Wykonawcy:
Semele  – Aleksandra Hanus, Agnieszka Nurzyńska
Jupiter – Dominik Lewandowski, Piotr Pastuszka, Łukasz Szprengiel
Apollo – Dominik Lewandowski, David Stoklosa
Juno – Malwina Borkowicz, Małgorzata Pietrzykowska
Iris – Karolina Benke, Aleksandra Łaska
Somnus/Cadmus – Michał Rudziński, Bartosz Szulc
Ino – Weronika Leśniewska, Agata Szmuk
Athamas – Magdalena Cieślak, Magdalena Dydo
Priest – Szymon Raczkowski
Pasithea – Katarzyna Niedzielska, Dominika Tomczyk
Bachus – Mikołaj Mikołajewski, Wojciech Wiśniewski

Balet: Klaudia Branicka, Katarzyna Braszka, Malina Capiga, Zuzanna Dzierzbińska, Joanna Frątczak, Magdalena Krotewicz, Zuzanna Nolbrzak, Adrianna Olbromska, Ewelina Tkaczyk, Chór Akademii Muzycznej im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów: Laura Banacka-Sołek, Natalia Budzyńska, Joanna Domańska, Marta Hreskova, Monika Jaworska, Anna Kasprzyk, Aleksandra Klepaczka, Martyna Kobus, Marta Konieczna, Joanna Lewandowska, Katarzyna Mandat, Karina Oset, Monika Rochowiak, Gabriela Soszyńska, Paulina Storka, Joanna Szcześniak, Kinga Ścieszko, Sylwia Teodorowska, Olga Bobrowska, Agnieszka Dobroń, Hanna Jocek, Marcelina Karpowicz, Maria Krawczyk, Joanna Maksymiuk, Joanna Napora, Julia Owczarek, Magdalena Skruczaj, Anna Suska, Karolina Śliwka, Katarzyna Zawłocka, Magdalena Zdzienicka, Zuzanna Ziarnowska, Rafał Bryła, Igor Gabryanczyk, Piotr Heleniak, Mateusz Kamiński, Michał Kubiak, Pimon Lekler, Konrad Orawski, Michał Stępień, Kamil Wrona, Mateusz Bogdalin, Aleksander Brych, Bartłomiej Domański, Kamil Gruszczyński, Adrian Hałaczkiewicz, Bartosz Jakóbczak, Jakub Jelonek, Jakub Jung, Michał Kawecki, Maciej Lewy, Piotr Mika, Szymon Panek, Kosma Szust, Maciej Tobera, Jacek Wendler, Filip Wojciechowski, Damian Wyrzykowski

Uwaga: Spektakl zrealizowany w koprodukcji z Akademią Muzyczną im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów, Akademią Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego i Ogólnokształcącą Szkołą Baletową im. Feliksa Parnella.

 

Semele

Semele HWV 58

oratorium w trzech aktach
muzyka Georg Friedrich Haendel
libretto wg Williama Congreve’a (?), na motywach Metamorfoz Owidiusza
premiera w Royal Theater w Covent Garden, Londyn, 10 lutego 1744

Premierowa obsada:
Semele – Elisabeth Duparc „La Francesina”
Ino, Junona – Esther Young
Iris – Christina Maria Avoglio
Jowisz, Apollo – John Beard
Athamus – Daniel Sullivan
Kadmus, Arcykapłan, Somnus – Thomas Reinhold

 

Akt I

Świątynia Junony w Tebach. W pobliżu ołtarza stoi złoty posąg bogini. Kapłani ubrani są w ceremonialne szaty. Z ołtarza buchają płomienie, a posąg Junony kłania się. Semele, córka króla Kadmosa, jest zaręczona z Atamasem, księciem sąsiedniej Beocji, lecz skrycie kocha Jowisza, który ukazał się jej w przebraniu. Kapłan ogłasza, że Junona przyjęła ofiarę, a zgromadzony tłum raduje się (Behold! – Lucky omens). Ojciec i narzeczony Semele błagają ją, aby nie odwlekała dłużej ceremonii zaślubin (Dauther obey). Semela prosi Jowisza o o pomoc w tej trudnej sytuacji (Ah me! – Oh Jove! – The morning lark). Atamas wyraża swoją miłość do księżniczki (Hymen, haste). Ino obawia się, że jej siostra ulegnie prośbom Atamasa, w którym jest potajemnie zakochana. Semele prosi ją, by zwierzyła się ze swoich myśli, do próśb dołacza Kadmos i Atamas , jednak Ino nie odpowiada (kwartet: Why dost dhou dhus).
Ogień na ołtarzu gaśnie, a lud wita ten znak boskiego niezadowolenia z przerażeniem (chór: Avert these omens – Cease, cease). Płomień rozpala się na nowo, lecz gdy gaśnie ponownie, lud domyśla się, że objawia się gniew Jowisza i przerażony wybiega ze świątyni (Cease your vows, ’tis impious to proceed). Kadmos, eskortowany przez świtę, wyprowadza Semele; Atamas i Ino pozostają sami. Ino wyznaje miłość Atamasowi (Turn, hopeless lover), lecz on zdaje się tego nie dostrzegać (duet: You’ve undone me). Kadmos powraca  i oznajmia Atamasowi, że ogromny orzeł porwał Semele. Kapłani ogłaszają, że łaska Jowisza spłynęła na rodzinę Kadmosa, gdyż Semele cieszy się jego przychylnością (Endless pleasure).

 

Akt II

Przyjemny krajobraz otoczony górami porośniętymi lasami, po których spływają kaskady wodospadów. Pojawiają się Junona i Iris: Junona w rydwanie ciągniętym przez pawie, Iris na tęczy (Sinfonia). Junona zleciła Iris odnalezienie Semele. Iris pokazuje jej pałac, który Jowisz zbudował dla Semele, niedaleko Kythery (There, from mortal cares). Junona rzuca obelgi na Semele i woła o pomstę. (acompagniato: Awake Saturnia). Iris opowiada jej, jak Jowisz otoczył swoją nową ulubienicę opieką, w tym dwoma dzikimi smokami broniącymi do niej dostępu. Junona postanawia prosić Somnusa, boga snu, aby zapieczętował oczy smoków snem, a wówczas ona sama się zemści (Hence Iris, hence away).
Semele śpi w swoim pałacu; Kupidyn śpiewa jej do snu (Come Zphyrs). Semele budzi się (O sleep!). Powraca Jowisz i przysięga jej miłość (Lay your doubts). Semele odpowiada czułością (With fond desiring – How engaging). Kiedy jednak Semele wspomina o fundamentalnej różnicy między nimi – on bogiem, ona śmiertelniczką – Jowisz pospiesznie próbuje odwrócić jej uwagę (I must with speed) i ponawia miłosne zaklęcia (chór: Now Love). Jowisz oznajmia Semele, że zapewni jej towarzystwo Ino i oddala się (Where’er you walk). Ino opowiada o swojej niezwykłej, podniebnej podróży (But hark!– Prepare then).

 

Akt III

W jaskini Somnus leży na swoim posłaniu (Sinfonia). Junona i Iris wchodzą i zamierzają poprosić Boga Snu o pomoc w usunięciu przeszkód, które Jowisz rozmieścił wokół Semele. Somnus nie jest zainteresowany (Leave me). Junona wie, jak go obudzić – obiecuje mu rękę nimfy Pasytei. Somnus natychmiast jest gotowy (More sweet is that name). Junona wyjawia swój plan: Somnus ma zesłać na Jowisza sny pobudzające jego żądzę, a różdżka Somnusa posłuży Junonie do uśpienia smoków i Ino, tak aby Junona mogła przybrać jej postać i pojawić się przed Semele. Somnus ochoczo się zgadza (duet: Obey my will).
W pałacu Semele Junona, pod postacią Ino, komplementuje jej urodę i dopytuje się, czy Jowisz obdarzył ją nieśmiertelnością. Podsuwa Semele magiczne lustro, które podkreśla jej urodę (Myself I shall adore). Junona radzi Semele, aby odrzucała zaloty Jowisza, dopóki nie obieca jej nieśmiertelności i nie pojawi się w swojej boskiej postaci, a nie jako zwykły śmiertelnik. Łatwowierna Semele obiecuje zastosować się do tej rady (Thus le mi thanks).
Pojawia się Jowisz (Come to my arms), Semele jednak jest chłodna (I ever am granting). Jowisz przysięga, że spełni jej każde pragnienie. Semele prosi, by okazał się jej w całej boskiej okazałości. Boski kochanek jest przerażony (Ah, take heed!), lecz Semele obstaje przy swoim (No! I take no less). Jowisz jest zmuszony dotrzymać obietnicy (accompagnato: Ah! Wither is she gone!). Tymczasem Junona świętuje swój rychły triumf (Above maesure). Semele spogląda w górę i widzi Jowisza zstępującego na chmurze. Zbyt późno zdaje sobie sprawę, że ta wizja spala ją śmiertelnie i umiera w mękach (Ah me!)
Ino powraca na dwór Kadmosa i opowiada, co przydarzyło się Semele, (chór: Nature to each).  Zgodnie z przepowiednią Ino ma poślubić Atamasa, który przyjmuje ten bieg wypadków ze spokojem (Despair no more shall wound me). Przybywa Apollo, który ogłasza, że z popiołów Semele powstanie nowy bóg o imieniu Bachus. Wszyscy się radują (chór: Happy, happy).

Wykonania i inscenizacje w Polsce:

 

 

Purcell we współczesnych dekoracjach

Henry Purcell, The Fairy Queen
14 lutego 2025
 – Opera Rara, Teatr Łaźnia Nowa

Ana Liz Ojeda Hernandez – kierownictwo muzyczne
Cezary Tomaszewski – reżyseria/ruch sceniczny
Klaudia Hartung-Wójciak – dramaturgia
Natalia Mleczak – scenografia/kostiumy
Dariusz Kowalewski – choreografia/tancerzAdam Lipiński – reżyseria świateł
Aleksandra Jachymek – asystentka reżysera/inspicjentka
Klaudia Hegab, Ksenia Pushnova – asystentka kostiumografki

Wykonanie:
Ingrida Gapova – sopran
Aleksandra Żakiewicz – sopran
Anna Koehler – sopran
Natalia Kawalek mezzosopran
Vincenzo Capezzuto – kontratenor
Artur Plinta kontratenor
Karol Kozłowski – tenor
Zbigniew Malak – tenor
Jakub Borgiel – bas
Michał Dembiński – bas
Marcel Zawadzki Dawid Pieróg Dariusz Kowalewski – tancerze

Krakowski Chór Powszechny
Orkiestra Festiwalowa
Ana Liz Ojeda Hernandez –dyr. i koncertmistrzyni

The Fairy Quinn Henry’ego Purcella nie jest typową operą barokową. Należy do gatunku zwanego maska lub semi-opera. Libretto autorstwa Thomasa Bettertona oparte jest na znanej komedii Williama Szekspira Sen nocy letniej, jednak warstwa treściowa jest oryginalna i zawiera elementy zaczerpnięte też z innych źródeł. Konstrukcja dzieła przewidywała podział na wstęp, pięć aktów, czyli masek, w których sceny teatralne przeplatały się z muzyką taneczną i ariami. Pełna inscenizacja jest więc ogromnym wyzwaniem i wymaga współpracy aktorów, muzyków, solistów opery i tancerzy, a przestawienie w tej wersji może trwać nawet sześć godzin.

Przedstawienie przygotowane na festiwal Opera Rara było więc siłą rzeczy okrojone przede wszystkim z warstwy teatralno-słownej – pozostała muzyka, balet/pantomima oraz arie i chóry. Reżyser Cezary Tomaszewski, znany przecież jako tancerz i choreograf, przeniósł akcję przedstawienia w czasy zupełnie współczesne, a współistnienie obok siebie świata rzeczywistego i mitycznego zmienił na współistnienie/zderzenie świata żywych i świata umarłych. Świat żywych reprezentują tu zakochani młodzi (z celowo zmienionymi rolami: tancerz Marcel Zawadzki jest tu dziewczyną w różowej sukience, solistka Natalia Kawałek to nieco gruboskórny chłopak w czarnych buciorach) i ojciec/pijak (solista Michał Dębiński). Świat elfów i leśnych duszków nosi kostiumy rozmaitych postaci: dwoje medyków (Anna Koehler i Jakub Borgiel – Oberon i Tytania?), dwie ratowniczki medyczne (Ingrida Gapova i Aleksandra Żakiewicz), policjant (Karol Kozłowski), dwóch robotników w kaskach i kamizelkach (Artur Plinta i Zbigniew Malak), a obok nich pojawiają się także dziwna trójgłowa postać (kreowana przez Vincenza Cappezutto – Cerber?) i dwójka piekielnych tancerzy w czarnych sukniach (Dariusz Kowalewski i Dawid Piróg – podwójny Puk?).

Soliści i tancerze; fot. IR

Wszyscy oni tworzą wspólnie „ten drugi” świat, lecz chętnie wpływają na świat realny. Nie są bynajmniej grupką poczciwych duchów, choć często i żywiołowo psocą, śmieją się i cieszą – to istoty bezwzględne, złośliwe i nieczułe. Urodziny, które organizują Dziewczynie, zamieniają się w festiwal przemocy wobec pijanego Ojca, zakończony prowokacją z samochodowymi kluczykami. Prowokacją udaną, bowiem Dziewczyna ginie w wypadku. Mimo że duchy noszą kostiumy postaci, które powinny w takiej sytuacji spieszyć na ratunek, robią sobie selfie z rozbitym autem, kłębią wokół umierającej, jakby karmiąc się nią i sycąc umieraniem. Trzecia maska to pogrzeb nieszczęsnej, w czwartej i piątej obserwujemy czas żałoby w świecie żywych, czyli rozpaczającego Ojca i Chłopaka, który z tęsknoty próbuje popełnić samobójstwo, a nawet dokonać ekshumacji swojej ukochanej (dlaczego przy muzyce Wagnera?). W końcu żywi (ale czy na pewno?) spotykają umarłych, w tym Dziewczynę, ale i wiele innych postaci, bezwolnych, na przemian ożywianych i zatrzymywanych przez rządzące tym światem duchy. Finałowe połączenie Dziewczyny i Chłopca nie jest więc happy endem i ma wymowę wieloznaczną, jak cały spektakl zresztą.

A wszystko to ilustruje przepiękna, pełna niezwykłej urody muzyka Henry’ego Purcella, stanowiąc wspaniałe tło dla baletu i towarzysząc dobrze znanym, a tu często przewrotnie podanym ariom, w tym m.in. Let me weep, należącym zresztą nie tylko do The Fairy Queen, mamy tu bowiem np. słynny The Cold Song z Króla Artura. Muzyka – trzeba przyznać – fantastycznie podana. Orkiestra Festiwalowa prowadzona przez skrzypaczkę Anę Liz Ojeda Hernandez, sprawującą również kierownictwo muzyczne przedstawienia, gra „jak z nut”. Wydaje się to aż nieprawdopodobne, ale towarzysząca wydawałoby się całkiem współczesnym scenom muzyka angielskiego mistrza stanowi nierozłączny element całości, którego nie można byłoby zastąpić niczym innym. Chylę czoła przez orkiestrą, która przez cały długi spektakl ani razu nie obniża poziomu i perfekcyjnie współbrzmi z pozostałymi elementami przedstawienia.

Orkiestra Festiwalowa i jej kapelmistrzyni; fot. IR

Większość występujących solistów i tancerzy zasługiwałaby na wyróżnienie, jednak trudno wymieniać kogokolwiek z nich osobno, ponieważ na scenie tworzą jakby jeden organizm, jeden zespół. Są przy tym znakomici głosowo, aktorsko, a nawet ruchowo! Trzeba także wspomnieć, że tancerze – choć jest ich zaledwie trzech, są fantastyczni i robią niezatarte wrażenie.

Osobny akapit trzeba poświęcić dramaturżce Klaudii Hartung-Wójciak, kóra nadała spektaklowi spójność teatralną, Natalii Mleczak projektującej scenografię i kostiumy (zwłaszcza kostiumy tancerzy robią wyjątkowe wrażenie) oraz Dariuszowi Kowalewskiemu, który nie tylko tańczy, ale zaprojektował choreografię – wyjątkowo mocną.

Bardzo udany wieczór z którego wyszliśmy z ogromnym zamieszaniem w głowach – boska barokowa muzyka, współczesny sztafaż, egzystencjalne, poruszające treści – wszystko to wymagało czasu, żeby ułożyć sobie w głowie cały spektakl. Mocno żałuję, że nie uczestniczyłam choćby w jeszcze jednym wieczorze. A może nawet we wszystkich trzech!

Relacja

 

Rameau znów na Opera Rara

Jean-Philippe Rameau Dardanus (wersja koncertowa)
Festiwal Opera Rara, Filharmonia im. Karola Szymanowskiego w Krakowie
13.02.2025

Wystąpili:
Dardanus (tenor) – Antonin Rondepierre
Amor, Iphise (sopran) – Sophie Junker
Teucer, Isménor (bas) – Tomáš Král
Anténor (bas) – Jarosław Kitala
Vénus (sopran) – Anna Zawisza
Bergère, Premier Songe, Une Phrygienne, Un Plaisir (soprano) – Sylwia Olszyńska
Frygijczyk, Trzeci Sen – Sebastian Szumski
Drugi Sen – Bartosz Gorzkowski
Chór i Orkiestra Festiwalowa pod dyr. Marcina Świątkiewicza

Opera barokowa nie jest w Polsce bardzo popularna, a barokowa opera francuska w szczególności. Spośród mistrzów francuskiego baroku najwięcej szczęścia ma z pewnością Jean-Philippe Rameau. W ostatnich latach przyczyniła się do tego Warszawska Opera Kameralna, wystawiając dwukrotnie Pigmaliona oraz Kastora i Polluxa, a także Stefan Plewniak, który przygotował w 2015 roku koncertową, a w 2016 sceniczną wersję Les Indees Galantes na Festiwalu Operowym w Bydgoszczy, a w 2018 – również w Bydgoszczy – Naïs. Warte odnotowania jest wykonanie w Łodzi Platee w 2021. Osobne miejsce należy się z pewnością festiwalowi Opera Rara, który w 2014 roku gościł Marca Minkowskiego i jego orkiestrę Les Musiciens du Louvre z koncertową wersją Les Boreades, 2019 zaprezentował sceniczną wersję opery Hipolit i Arycja, natomiast w tym roku przedstawił koncertową wersję Dardanusa. Jest to prapremiera polska, trochę szkoda, że nie na scenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę tańców co najmniej równą liczbie arii. Ale być może właśnie stąd bierze się trudność z operą francuską – do inscenizacji potrzebni są w takim samym stopniu soliści, jak i balet.

Dardanus jest operą w pięciu aktach z prologiem – rozbudowany wstęp jest również znakiem firmowym opery francuskiej. Występują w nim olimpijscy bogowie, a ich obecność bywa tylko pretekstem do czołobitnych arii pod adresem aktualnie panującego Ludwika. W Dardanusie wstęp ma treść mitologiczną, pozbawioną odniesień do współczesnego artyście dworu. Opowiada zaś o stosunkach panujących w krainie Amora, w które postanawia wkroczyć Wenus; jednak odbierając Zazdrości i jej pomocnikom możliwość mącenia, pozbawia Amora motywacji do działania. Wycofuje się więc z tego pomysłu i w zamian opowiada nam skomplikowaną historię miłosną Dardanusa. Po szczegóły tej historii odsyłam do streszczenia libretta, a na potrzeby tej relacji napiszę tylko, że po dramatycznych zawirowaniach następuje happy end i bohater łączy się z ukochaną Ifis, jednając przy okazji wrogie armie i narody.

Rondepierre i Junker, czyli Dardanus i Ifis; fot. IR

Polska prapremiera Dardanusa zgromadziła wykonawców znakomitych – przede wszystkim w partiach najważniejszych. Tytułowym bohaterem był francuski tenor Antonin Rondepierre, zaś jego ukochaną Ifis interpretowała znakomita belgijska sopranistka Sophie Junker, występująca też w prologu jako Amor. Rondepierre’a słyszałam po raz pierwszy, a jego wysoki tenor, właściwy dla opery feancuskiej wydał mi się bardzo lekki, melodyjny i znakomicie sobie radził w tej wysokiej partii. Sophie Junker to jedna z moich ulubionych solistek – uwielbiam brzmienie jej sopranowego głosu, podziwiam również jej umiejętności interpretacyjne. Sophie Junker potrafi przekazać więcej emocji samym ruchem brwi, niż robi to wielu aktorów, działając na scenie. Oboje byli naprawdę fantastyczni – mimo braku scenografii i ruchu scenicznego potrafili przenieść nas w wyimaginowany świat antycznego dramatu. Tej parze bohaterów towarzyszył Tomas Kral w podwójnej roli Teucera i Ismenora. To sprawdzony i wielokrotnie występujący na polskich scenach bas (ostatnio w listopadzie podczas festiwalu Eufonie w warszawskiej filharmonii), znany ze swoich umiejętności wokalnych i aktorskich.

Towarzyszący tej trójce polscy soliści, przede wszystkich Jarosław Kitala jako Atenor i Anna Zawisza jako Wenus, w rolach drugoplanowych, choć ważnych, starali się sprostać trudnym wokalnie partiom. Zwłaszcza Kitala nadał postaci Atenora rys prawdziwie dramatyczny, a nawet tragiczny, Zawisza zaś wyposażyła swoją Wenus w zalotny, kokieteryjny styl (może poza chwilą, gdy się „zapodziała”, i trzeba było jej szukać za kulisami, co wytrwale starał się wypełnić grą Marcin Świątkiewicz).

Orkiestra i soliści, pośrodku Marcin Świątkiewicz; fot. IR

I w ten sposób dotarliśmy do Marcina Świątkiewicza i Orkiestry Festiwalowej zasługujących na najwyższe wyrazy uznania – orkiestra była fantastyczna, interpretowała przepiękną muzykę Rameau z prawdziwie francuską gracją i lekkością. Świątkiewicz prowadził tę orkiestrę od klawesynu z takim zaangażowaniem, że niekiedy zdawał się tańczyć na scenie, jakby wypełniając baletowe partie tego lirycznego dramatu. Jednak brak scen tanecznych i baletu można było po prostu wypełnić słuchaniem muzyki, co było czystą przyjemnością. Nie uważa się Dardanusa za najwybitniejsze dzieło operowe Rameau, nawet Kamiński w swojej księdze Tysiąc i jedna opera uważa, że istotna jest w nim wyłącznie muzyka i poleca go raczej jako… suitę orkiestrową, niż dramat teatralny. Nie szłabym tak daleko. Jakkolwiek nieodmiennie zachwyca mnie nieprzebrane wręcz bogactwo muzyki Rameau i jego zaskakująca inwencja melodyczna, to jednak Dardanus w wersji koncertowej broni się całkiem dobrze, zwłaszcza w wykonaniu tak dobrych solistów. A muzyka? No cóż. Po prostu zachwyca.

 

 

Dardanus – realizacje

 

2025, 12/13 lutego – Opera Rara, Filharmonia Krakowska
Prapremiera polska
Wersja koncertowa
Kierownictwo muzyczne – Marcin Świątkiewicz

Wystąpili:
Dardanus (tenor) – Antonin Rondepierre
Amor, Iphise (sopran) – Sophie Junker
Teucer, Isménor (bas) – Tomáš Král
Anténor (bas) – Jarosław Kitala
Vénus (sopran) – Anna Zawisza
Bergère, Premier Songe, Une Phrygienne, Un Plaisir (soprano) – Sylwia Olszyńska
Frygijczyk, Trzeci Sen – Sebastian Szumski
Drugi Sen – Bartosz Gorzkowski
Chór i Orkiestra Festiwalowa pod dyr. Marcina Świątkiewicza

 

relacja

 

Orfeusz doskonały

Claudio Monteverdi L’Orfeo  
wersja koncertowa
Opera Rara, ICE, Kraków
25.10.2023

Wystąpili                                                                    
Orfeo (tenor ) – Cyril Auvity
La Musica, Proserpina (sopran ) – Céline Scheen
Messaggiera (mezzosopran) – Luciana Mancini
Euridice (mezzosopran) – Natalia Kawałek
Ninfa, Speranza (alt) – Benedetta Mazzucato
Pastore 1 (kontratenor) – Rafał Tomkiewicz
Pastore 2, Spirito, Eco (tenor ) – Zbigniew Malak
Pastore 3, Spirito, Apollo (tenor )  – Alessandro Giangrande
Plutone, Caronte, Spirito (bas) – Salvo Vitale
Spirito (baryton) – Sebastian Szumski
Spirito (bas) – Przemysław Józef Bałka

L’ARPEGGIATA
Kierownictwo artystyczne i dyr. Christina Pluhar

 

L’Arpeggiata koncertuje w Polsce regularnie. dlatego jej obecność na festiwalu Opera Rara nie zelektryzowała mnie w pierwszej chwili. Dopiero kiedy dowiedziałam się, że w programie jest koncertowa wersja opery Claudia Monteverdiego L’Orfeo, natychmiast kupiłam bilet. Nie tylko dlatego, że jest to moja ukochana opera, od której zaczęła się moja miłość do baroku, ale również dlatego, że byłam ogromnie ciekawa, jak zmierzy się z tym przedsięwzięciem prowadząca L’Arpeggiatę Christina Pluhar.

Nie jest to co prawda trzygodzinna opera Haendla lub Vinciego – pod tym względem wiek XVII jest łaskawszy dla słuchaczy niż XVIII, kochający ciągnące się godzinami popisowe arie. Jednak przygotowanie opery w całości, prowadzenie całego aparatu wykonawczego, instrumentalistów i solistów, to co innego niż koncert-składanka z jednym lub dwoma śpiewakami i kameralnym zespołem. Christina Pluhar była tym razem dyrygentką, prowadziła koncert bez przerw, czyli bez podziału na akty, a brzmienie – zwłaszcza instrumentalne – bardzo oryginalne i niezwykłe, każe stwierdzić, że była to absolutnie autorska wersja opery Monteverdiego –wizja Orfeusza autorstwa Christiny Pluhar.

Nie będę tu przedstawiała libretta – jest dobrze znane, można je bez trudu znaleźć, choćby na tej stronie. To, co warto podkreślić w relacji z tego niezwykłego koncertu, to brzmienie instrumentalne orkiestry, L’Arpeggiaty wzbogaconej o kilku dodatkowych muzyków, choć skład orkiestry był zaskakujący: tylko dwie skrzypaczki, za to dwa cynki i aż cztery puzony! Długą chwilę musiałam się przyzwyczajać podczas prologu do oryginalnego brzmienia, zanim nie stwierdziłam, że jest po prostu wspaniałe! Pluhar zresztą prowadziła orkiestrę bardzo precyzyjnie, z dużą dynamiką dźwięku, pozwalając, zwłaszcza podczs arii z towarzyszeniem skrzypiec czy fletu, wspaniale wybrzmieć głosom i instrumentom. Zresztą partie koncertujące były znakomite, a improwizacje fletów, skrzypiec i cynków szalenie melodyjne i wirtuozowskie. Wszystko było pozornie oczywiste, takie jak być powinno, a jednak nie było to takie jak zawsze. Jak się to działo, naprawdę nie wiem. Magia.

Soliści to oczywiście osobna historia. Przede wszystkim Cyril Auvity w roli tytułowej. Po prostu fantastyczny. niebywała ekspresja głosu i biegłość techniczna, wspaniały w popisowych ariach Orfeusza, przede wszystkim Rosa del ciel i Passente spirto, które wprost wciskały w fotel. Najbardziej subtelne i urzekające pianissimo w historii! Naprawdę brak mi słów. To najdoskonalszy Orfeusz, jakiego słyszałam.

Cyril Auvity; fot. IR

Reszta zespołu, to śpiewacy mniej popularni do Auvity, ale podczas tego koncertu wszyscy byli świetni i właściwie nie było słabego punktu. Celine Scheen, sopranistka śpiewająca często z L’Arpeggiatą, tu interpretowała rolę Muzyki i Prozerpiny, w obu była bardzo dobra, zwłaszcza jako nieco kokieteryjna żona Hadesa. Luciana Mancini jao Messaggiera o przepięknym, głębokim mezzosopranie, potrafiła zachować równowagę pomiędzy śpiewem, a rozdzierającym płaczem. Benedetta Mazzucato jako Speranza, Salvo Vitale jako Pluton i Charon, Alessandro Giagrande jako Pasterz i Apollo – wszyscy świetni. Zwłaszcza ten ostatni tak wspaniale operował głosem, że po raz pierwszy partia Apollina była wprost przykuwająca i nie wydawała mi się nieco sztucznie doklejona do tej opery.

A wreszcie soliści polscy. Natalia Kawałek jako Eurydyka ze świeżym i lekkim mezzosopranem, Rafał Tomkiewicz jako Pasterz ze swoim subtelnym i śpiewnym kontratenorem, Zbigniew Malak, Sebastian Szumski i Przemysław Józef Bałka w rolach Pasterzy i Duchów Tartaru – wszyscy na jak najwyższym poziomie, każda z ról, nawet te najmniejsze, brzmiały świetnie. To była prawdziwa uczta dla ucha!

Soliści i Christina Pluhar odbierają zasłużone owacje; fot. IR

To było nie tylko piękne wykonanie opery Monteverdiego, ale też udowodnienie wszystkim lekceważącym L’Arpeggietę jako orkiestrę wykonującą „popowe” wersje XVII-wiecznych pieśni i arii, że wyzwanie, jakim jest wykonanie całej „poważnej” opery, zostało pojęte i zrealizowane, nomen omen, koncertowo.

Do tej beczki miodu maleńka łyżka dziegciu – wyświetlający napisy zgubili się w pewnym momencie i przez sporą część koncertu tłumaczenia tekstu brakowało. Co oczywiście nie umniejsza piękna muzyki, ale przecież opera XVII-wieczna to śpiewana poezja, więc tekst wzbogaca odbiór. Cóż, usterki techniczne…