Archiwa tagu: Vinci

Upadek namiotu przyczyną wojny – takie rzeczy tylko w Polsce!

Leonardo Vinci, Gismondo, Re di Polonia

XI Międzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej Improwizowanej All’Improvviso – 02.09.2018
Ruiny Teatru Victoria w Gliwicach

Kierownictwo artystyczne – Martyna Pastuszka, Marcin Świątkiewicz

Wykonawcy
Gismondo (
kontratenor) – Max Emanuel Cencic
Ottone (kontratenor) – Yuriy Mynenko
Cunegunda (sopran) – Sophie Junker
Primislao (sopran) – Aleksandra Kubas-Kruk
Ernesto (kontratenor) – Jake Arditti
Giuditta (sopran) – Dilyara Idrisowa
Herman  (kontratenor) – Nicholas Tamagna
{oh!} Orkiestra Historyczna
, dyr. Martyna Pastuszka

Naprawdę coraz trudniej mi uwierzyć, że tak znakomity kompozytor jak Leonardo Vinci, mógł być – jeszcze do niedawna – całkowicie zapomniany. Dopiero premiera Artaserse w operze w Nancy w 2012 roku przyniosła prawdziwy renesans jego twórczości. Kolejne premiery utwierdzały mnie w przekonaniu, że ten sławny w swoim czasie przedstawiciel opery neapolitańskiej, pracujący i wystawiający również w Rzymie, miał niebywały talent i umiejętności, a jego inwencja melodyczna była wprost nieograniczona. I nie, zapewniam was, jego muzyka wcale się nie zestarzała, a opery – mimo sporej dawki nieoczekiwanego komizmu – są wciąż żywe i potrafią porwać publiczność.

Polska i światowa współczesna prapremiera Gismondo, Re di Polonia na gliwickim festiwalu All’Improvviso wzbudziła więc nie tylko moją ciekawość, ale i uzasadnione nadzieje na duże muzyczne przeżycie. I muszę przyznać, że się nie zawiodłam!

Ale zacznijmy od samej opery. Temat historyczny podpowiedziała Vinciemu możliwość dedykacji dzieła Jakubowi III Stuartowi, jako patronowi Teatro d’Alibert (Teatro delle Dame) w Rzymie, gdzie 11 stycznia 1727 roku odbyła się premiera opery. A wszystko dlatego, że żoną Jakuba była Maria Klementyna Sobieska. Najwyraźniej Vinci uznał, że egzotyczna tematyka z dalekiej Sarmacji stanowić będzie miły prezent dla żony możnego protektora. Intrygę zaczerpnął z dzieła Francesca Brianiego „Il vincitor generoso”, które zostało już wcześniej zorkiestrowane przez Antonia Lottiego.

Trzeba przyznać, że Polska była dla włoskiego twórcy na tyle egzotyczną scenerią, że nie czuł się w żaden sposób zobligowany do choćby szczątkowej wierności wydarzeniom historycznym. Coś tam wiedział o unii polsko-litewskiej, ale z iście barokową brawurą podszedł do odległych w czasie i przestrzeni faktów.

Grono solistów Gismonda w Gliwicach- 2.09.2018; fot. IR

Główną osią opery są stosunki polsko-litewskie przed zawarciem unii lubelskie w 1569 roku, sprowadzone jednak przede wszystkim do intryg miłosnych pomiędzy oboma dworami. Oto córka(!?) Zygmunta Augusta Judyta zakochuje się w litewskim królu Przemysławie, którego poznaje na balu maskowym w Warszawie(!?). Oto syn króla Otton(!) jest zakochany i zaręczony z córką Przemysława Kunegundą. A ów Przemysław jest nieokrzesanym i wojowniczym Litwinem, który uparcie dąży do konfliktu z dość koncyliacyjnym królem Polski. Jednak podczas spotkania obu władców, na którym król litewski ma złożyć Sarmacie hołd – zawala się namiot(!!!), co krewki Litwin bierze za obrazę i wypowiedzenie wojny. Trzeba przyznać, że to prawdziwie polska katastrofa i w tym jednym symbolicznym zdarzeniu ujął Vinci nieoczekiwanie prawdziwy charakter Sarmacji lepiej niż niejeden historyczny traktat…

W każdym razie wojna zostaje wypowiedziana, bitwa wydana – na szczęście Polacy ją wygrywają, Zygmunt szlachetnie wybacza Przemysławowi, Otton łączy się z ukochaną Kunegundą, a Judyta z samym Przemysławem. Królestwa zawierają sojusz i mamy wreszcie tę cała unię polsko-litewską. A co! Musze przyznać, że taka wersja historii ma swoje zalety – w końcu ten barokowy sit-com wspaniale bawi!

Miłosne intrygi i konflikt, przed którym staja główni protagoniści, czyli zakochani Otton i Kunegunda, stanowią pretekst do prezentacji całej gamy uczuć i namiętności targających bohaterami: od miłosnej słodyczy po rozpacz rozstania.

O trudnościach technicznych, które piętrzy przez śpiewakami Vinci, krążą legendy. Nie inaczej było w Gismondzie. Tytułową partię zaśpiewał Max Emanuel Cencić – jeden z najznakomitszych kontratenorów na dzisiejszych scenach. I mimo że – jak to u Vinciego – partia tytułowa nie była najbardziej efektowna, to dzięki wysokiemu poziomowi wykonania była w pełni zadowalająca.

Najefektowniejsze role otrzymali główni protagoniści, czyli Otton i Kunegunda. Polskim księciem był świetny kontratenor ukraiński Yuriy Mynenko, obdarzony silnym, nieco ostrym sopranem. O ile nie miał żadnych trudności z udźwignięciem najbardziej efektownych koloratur w pamiętnym Artaserse, o tyle w roli Ottona musiał operować głosem miękko i lirycznie. Polski książę jest bowiem w operze Vinciego zakochanym mazgajem i większość jego arii to liryczne westchnienia. Takie emploi wydawało mi się nie pasować do Mynenki, ale musze przyznać, że śpiewak poradził sobie z tym wyzwaniem, a jego słowicza aria simile (naśladująca śpiew słowika ) Quell usignolo z towarzyszeniem fletów i rogów została wykonana fantastycznie, miękko, czasem prawie pianissimo. Podobnie lirycznie, choć bardziej dramatycznie brzmiał lament zrozpaczonego kochanka Vuoi ch’io moro z towarzyszeniem fagotów z drugiego aktu.

Prawdziwa bohaterką wieczoru była jednak Kunegunda w interpretacji Sophie Junker. Przyznam, że dawno nie słyszałam tak pięknego głosu, a młoda artystka z Belgii potrafiła go w dodatku znakomicie wykorzystać w pełnych dramatycznej ekspresji ariach bohaterki udręczonej i rozpiętej pomiędzy obowiązkiem i uczuciem. Jej rozterki stanowią większą część drugiego i trzeciego aktu i każde wejście było znakomite i poruszające.

Oboje zresztą wspięli się na prawdziwe wyżyny ekspresji podczas pożegnalnego duetu w finale drugiego aktu Dimmi una volta addio. Warto przy tym wspomnieć o aktorskich zdolnościach obojga – gra spojrzeń i gestów nie tylko ilustrował rozterki i uczucia bohaterów, ale także podkreślała lekki dystans, jaki do swoich bohaterów mieli artyści. A poza wszystkim była dowodem na to, jak świetnie się przy tym bawili!

Dramatyczna partię Przemysława wykonała młoda polska sopranistka Aleksandra Kubas-Kruk i potrafiła zarówno głosowo, jaki i aktorsko nadać tej postaci rysy porywczego i pyszałkowatego wojownika. To jej przypadły w udziale najbardziej ekspresyjne koloratury w ariach di bravura. Dilyara Idrisowa kreowała Judytę z wdziękiem, oddając swoim lirycznym sopranem nieśmiałość i słodycz swojej bohaterki. Dwaj młodzi kontratenorzy Jake Arditti i Nicholas Tamagna przedstawiali postacie Ernsta i Hermana. I choć byli to bohaterowie drugoplanowi, to każdy z nich miał możliwość pokazania swoich umiejętności w efektownej arii – szczególnie poruszająca była liryczna aria Ernsta z towarzyszeniem skrzypiec pod koniec II aktu.

Na koniec słowo o orkiestrze. Co prawda wiadomo to już od pewnego czasu, ale należy to powiedzieć dobitnie – {oh!} Orkiestra Historyczna wyrasta na jedną z najlepszych w kraju. Nie ma słabych punktów, gra perfekcyjnie. A Martyna Pastuszka nie tylko prowadzi ją żelazną ręką, ale też gra jako koncertmistrz i to przepięknie, co udowodniła, akompaniując wspomnianej wyżej arii. Śledzę aktywność orkiestry i wiem, ile pracuje, jak często podróżuje i występuje i w kraju, i za granicą. Ilość przechodzi tu w jakość – nie ma dwóch zdań!

Wróżę orkiestrze i zbliżającej się premierze Gismonda w Wiedniu wielki sukces. I cieszę się, że mogliśmy ten spektakl obejrzeć pierwsi w Gliwicach. W końcu to był polski namiot!

Gismondo, Re di Polonia – wykonania

2018, 2 września – XI Międzynarodowy Festiwal Muzyki Dawnej Improwizowanej All’Improvviso, Ruiny Teatru Victoria w Gliwicach

Kierownictwo artystyczne – Martyna Pastuszka, Marcin Świątkiewicz

Wykonawcy
Gismondo (kontratenor) – Max Emanuel Cencic
Ottone (kontratenor) – Yuriy Mynenko
Cunegunda (sopran) – Sophie Junker
Primislao (sopran) – Aleksandra Kubas-Kruk
Ernesto (kontratenor) – Jake Arditti
Giuditta (sopran) – Dilyara Idrisowa
Herman  (kontratenor)- Nicholas Tamagna

{oh!} Orkiestra Historyczna:
I Skrzypce – Martyna Pastuszka, Małgorzata Malke, Kamila Guz, Dominika Małecka
II Skrzypce – Violetta Szopa-Tomczyk, Marzena Biwo, Katarzyna Szewczyk
Altówki – Dymitr Olszewski, Szymon Stochniol
Oboje, flety – Petra Ambrosi, Ales Ambrosi
Róg naturalny – Daniel Antal Palkovi, Edward Deskur
Trąbki – Thomas Steinbrucker, Stefan Ennemoser
Wiolonczele – Tomasz Pokrzywiński, Emilia Gliozzi
Fagot – Tomasz Wesołowski
Kontrabas – Michał Bąk
Klawesyny – Marcin Świątkiewicz, Anna Firlus
Teorba, gitara – Hugo Miguel de Rodas

Relacja

Gismondo, Re di Polonia

Gismondo, Re di Polonia – Zygmunt, król Polski

dramma per musica w trzech aktach
muzyka Leonardo Vinci
libretto wg „Il vincitor generoso” Francesca Britaniego
premiera w Teatro dell’Dame (Teatro Alibert) w Rzymie, 11 stycznia 1727

Premierowa obsada
Gismondo (Zygmunt August, król Polski)
Ottone (Otto, syn Zygmunta)
Cunegunda (Kunegunda, córka Przemysława)
Primislao (Przemysław, książe litewski)
Ernesto (książę na dworze króla polskiego)
Giuditta (Judyta, córka Zygmunta)
Herman (książę)

Akt I

Na dworze króla Polski Gismonda zaufani książęta Ernesto i Ermano wychwalają jego pokojowe rządy. Ernesto jest lojalny wobec króla, jednak Ermano skrycie pielęgnuje nienawiść do litewskiego króla Primislao i szuka okazji do zemsty za śmierć brata.

Gismondo pragnie pokoju z Litwą (Bella pace), liczy na to, że małżeństwo jego syna Otone z córką Primislao Cunegundą przyczyni się do połączenia obu królestw. Jednak Primislao jest bardzo wojowniczo nastawiony do sarmackiego króla i prze do wojny. Zakochani narzeczeni naciskają na zawarcie pokoju. Otone proponuje, żeby Primislao złożył hołd w sekrecie, w oddzielnym namiocie – tak by uniknąć upokorzenia Litwina. Primislao przyjmuje tę propozycję.

Tymczasem siostra Otone wyznaje mu w zaufaniu, że zetknęła się z Primislao podczas maskarady w Warszawie i co prawda nie ujawniła mu swojej tożsamości, jednak jest w nim zakochana. Otone podtrzymuje siostrę na duchu i opiewa rozkosze miłości (Quel usignolo).

Akt II

Podczas ceremonii składania hołdu namiot – podstępnie uszkodzony przez Ermana – upada, co Primislao odbiera jako zdradę i zniewagę. Natychmiast wypowiada Gismondo wojnę. Cunegunda deklaruje lojalność wobec ojca i nienawiść do Otona, choć serce jej krwawi. Otone odmawia objęcia dowództwa polskiej armii, co naraża go na gniew ojca i zarzut tchórzostwa. Udaje się przed oblicze Cunegundy, chcąc uzyskać jej przychylność lub zginąć. Cunegunda – choć deklaruje nienawiść do kochanka – jednak powstrzymuje go przed samobójstwem. Oboje żegnają się w bólu i rozpaczy (Dimmi una volta addia).

Akt III

Następuje dramatyczna bitwa (Sinfonia), którą wygrywają Sarmaci. Primislao jest ranny, Cunegunda jest w niewoli u Otona, rozpacza, ponieważ sądzi, że jej ojciec poległ.

Giuditta odnajduje rannego Primislao na polu bitwy i odkrywa przed nim swoją tożsamość i swoje uczucie. Biegnie, aby sprowadzić pomoc. Tymczasem w to miejsce przybywa Ermano i ujawnia swoją nienawiść do Primislao, próbując go zabić. Giuditta ratuje litewskiego króla w ostatniej chwili. Primislao mówi Ermano, że nie zamordował jego brata. Książę jest poruszony własną winą i planuje samobójstwo. Wysyła list do polskiego króla, w którym przyznaje się do popełnionych win.

Gismondo dowiaduje się o podstępie Ermana, jedna się z Primislao, aprobuje miłość i związek Otone i Cunegundy oraz Primislao i Giuditty. Wszyscy padają sobie w ramiona.

Wykonania

Relacja

Semiramida wreszcie rozpoznana, czyli opera Vinciego w Teatrze Królewskim

Leonardo VinciSemiramide riconosciuta

II Festiwal Oper Barokowych w Teatrze Królewskim, Warszawa

9.09.2016 (premiera!)

Grono wykonawców, na przedzie Marco Vitale; fot. IR

Libretto – Pietro Metastasio

Reżyseria i scenografia – Ewelina Pietrowiak
Kostiumy – Katarzyna Nesteruk
Światła – Maciej Igielski

Wykonawcy
Ingrida Gapova – Semiramide
Karol Kozłowski – Scitalce
Dorota Szczepańska – Tamiri
Gabriel Diaz – Ircano
Ewa Leszczyńska – Mirteo
Elwira Janasik – Sibari
Royal Baroque Ensembe, dyr. Marco Vitale

Leonardo Vinci miał sporego pecha. Mimo że w XVIII wieku był uważany za jednego z mistrzów sztuki operowej, a jego dzieła wzbudzały powszechny zachwyt i uznanie – określano je nawet jako absolutne arcydzieła – został kompletnie zapomniany. Nawet Wikipedia, przytaczając jego króciutki biogram (nota bene nie ma polskiej wersji), zaznacza na wstępie „Nie mylić z Leonardem da Vinci!” Większość melomanów usłyszał o Vincim w roku 2012, kiedy to Diego Fasolis przygotował w Teatrze Stanisława Leszczyńskiego w Nancy premierę jednej z jego oper ciszących się największym uznaniem – Artaserse. W dodatku postanowił ją przedstawić w zgodzie z wersją samego kompozytora, czyli wyłącznie w męskiej obsadzie.

To swoisty paradoks, że w 1730 roku, a więc w czasach, gdy na europejskich scenach królowały wybitne sopranistki, przeważnie Włoszki,  tak właśnie obsadzono operę Vinciego. Ale kompozytor – urodzony Neapolitańczyk i w Neapolu rozpoczynający swoją karierę i osiągający pierwsze sukcesy, najpierw w operze buffo, potem w seria – marzył o pracy w Rzymie dla najważniejszego mecenasa, papieża. A dekret papieski zabraniał kobietom występów na scenie, dlatego wszystkie role zostały powierzone panom, głównie śpiewającym kastratom. Jakoś wówczas ten genderowy pomysł przebierania chłopców w sukienki nie tylko nie wzbudzał niepokoju Kościoła, ale był wręcz wymagany!

Dokładnie w taki sposób odtworzył Fasolis obsadę Artasersego, a miał to szczęście, że mógł dysponować głosami pięciu kontratenorów, w tym tych najlepszych na świecie – Jaroussky’ego, Fagiolego, Cencica.

Semiramida riconosciuta – opera Vinciego, która miała swoją premierę rok przed Artaserse, czyli w 1729 – również była napisana dla kastratów i przez nich wykonana: role żeńskie kreowali: Il Farfallino (Giacinto Fontana) jako Semiramida i Il Marchiagiano (Pietro Morigi) jako Tamiri. W obsadzie spektaklu wznowionego w Neapolu w styczniu 1744 w obsadzie znalazł się m.in. Caffarelli!

Dziś sytuacja jest zupełnie inna, niekiedy wręcz odwrotna – to role męskie kreują kobiety. Dobrych kontratenorów jest wciąż niewielu, a takich którzy porwaliby się – z sukcesem – na partyturę Vinciego – jak na lekarstwo. Bowiem była to jedna z charakterystycznych cech kompozytora: arie najeżone technicznymi trudnościami, zawrotne skoki interwałowe, ozdobniki, brawurowe tempo melizmatów. Tylko najlepsi są w stanie podjąć takie wyzwanie!

Dlatego fakt, że na II Festiwalu Oper Barokowych usłyszymy wskrzeszoną operę Vinciego, a na naszym gruncie jej absolutną prapremierę, wydał mi się zrazu nieprawdopodobny. A jednak!

Przygotowania tej premiery podjął się Marco Vitale, włoski organista, klawesynista i dyrygent, od kilku lat współpracujący z Warszawską Operą Kameralną, z którą m.in. przywrócił do życia operę Johanna Josepha Fuxa Orfeo ed Euridice (relacja tutaj). Vitalemu nie zabrakło odwagi, a stowarzyszenie Dramma per Musica, przygotowujące warszawski festiwal, lubi stawiać na młodzież. Zgromadzono więc zespół młodych śpiewaków i powierzono im to zgoła karkołomne zadanie.

Libretto Semiramidy jest dość typowe, czyli kompletnie absurdalne. To cecha charakterystyczna barokowej opera seria. Intrygi są z reguły nieprawdopodobne, zapętlone do absurdalnych rozmiarów, natomiast prawda psychologiczna zawarta w muzycznym komentarzu jest niebywale wyrazista i trafna. Z grubsza intryga polega na swoistym konkursie zalotników, ubiegających się o rękę księżniczki Tamiri. Pech chce, że wybiera ona Scitalce, indyjskiego księcia, który jednak okazuje się emocjonalnie zaangażowany całkiem gdzie indziej. Jego wybranką, którą nota bene uważa za wiarołomną i którą próbował onegdaj zamordować(!), jest Semiramida. Ta jednak ukrywa się w męskim przebraniu(!), włada królestwem Babilonii i właśnie na jej dworze odbywa się ta matrymonialna rywalizacja. Zawody o rękę Tamiri już w drugim akcie schodzą na dalszy plan, a widzowie mogą się ekscytować powikłanymi i zapętlonymi do granic możliwości dziejami miłości-nienawiści pomiędzy Semiramidą i Scitalce. Nie brak czarnego charakteru, czyli intrygującego zdrajcy, zatrutych napojów, pojedynków, lochów, porwań i przebieranek. Jednak w akcie trzecim – co za niespodzianka(!) – następuje powszechne przebaczenie i kochankowie padają sobie w ramiona.  Metastasio był niekwestionowanym mistrzem librett operowych, jednak roi się w nich od bzdur godnych najbardziej trywialnych współczesnych sit-comów. Co nie zmienia faktu, że komentarz muzyczny do tego steku nonsensów jest fantastyczny!

Ewelina Pietrowiak – młoda, lecz już znana i utytułowana reżyserka, a w tym spektaklu także autorka scenografii – wybrała scenę maksymalnie prostą, umowną, zagospodarowaną przez zaledwie kilka zwalistych bloków, udających w zależności od potrzeb ławy, stoły lub łoża. Nieco ciekawiej prezentowały się kostiumy – postacie z drugiego planu były ubrane zupełnie współcześnie, bohaterowie nosili umowne stroje, nieco ich charakteryzujące, ale niedające się umiejscowić w żadnym czasie czy stylu. Na tak prostym, wręcz ascetycznym tle chaos wydarzeń i emocji mógł się kłębić bez przeszkód.

Jak przystało na operę neapolitańską konstrukcja jest prosta: recytatywy popychające naprzód akcję – niektóre dość długie, co tłumaczy się chyba stopniem skomplikowania intrygi – i arie ilustrujące emocje bohaterów. Jak to u Vinciego: trudne, błyskotliwe, wymagające. Królują oczywiście głosy sopranowe, choć pewną niespodzianką jest powierzenie roli jednego z głównych protagonistów, Scitalce, tenorowi. To wyraźnie wbrew popularnej zasadzie – im głos wyższy, tym postać bardziej pozytywna. A czarny charakter to obowiązkowo bas, od biedy – tenor.

We wczorajszej inscenizacji Semiramidy – odwrotnie niż w oryginale – to kobiety dźwignąć musiały większość ról, także te męskie. W obsadzie znalazł się tylko jeden kontratenor, hiszpański śpiewak Gabriel Diaz w roli scytyjskiego księcia Ircana. Drugim mężczyzną w obsadzie był Karol Kozłowski jako Scitalce – śpiewający przyzwoicie i pięknie prezentujący się na scenie, zwłaszcza z gołym torsem. Po tytułowej roli w Pigmalionie Rameau na scenie WOK (relacja tutaj) – to druga duża rola, w której miałam okazję go słyszeć. Ma głos lekki, bardziej liryczny niż dramatyczny, niekiedy śpiewa jakby z lekkim wysiłkiem, ale nadrabia to z pewnością charyzmą i poczuciem humoru. W ogóle to bardzo widoczna cecha tej inscenizacji. Wszyscy protagoniści na scenie starali się zaznaczyć lekki dystans do kreowanych przez siebie postaci, co spektaklowi wyszło na dobre.

No i wreszcie głosy żeńskie. Obsada bardzo młoda, ale bez kompleksów. Dobrze wypadła Ingrida Gapova jako Semiramida – postać mocno dwuznaczna, co śpiewaczka potrafiła pokazać wyraziście – szczególnie dobra w ariach di bravura, świetna również w lirycznej, zwłaszcza w drugim akcie. Publiczność z entuzjazmem przyjęła Ewę Leszczyńską w roli księcia Mirteo. Leszczyńska ma głos subtelny, jest jednak bardzo sprawna technicznie i dzięki temu świetnie wypadła w ariach brawurowych.

No i wreszcie najlepszy – moim zdaniem – głos spektaklu: Elwira Janasik w roli zdradzieckiego Sibari. Mocny, nieco mroczny alt, znakomity dramaturgicznie, doskonały w każdej arii. W ogóle to również charakterystyczna cecha Vinciego – nie zaniedbał żadnej postaci, nawet tych z dalszego planu, każda ma sposobność efektownego występu na scenie, ma możliwość popisu i pokazania swoich umiejętności. Może dlatego spektakl trwa bite cztery godziny!

I wreszcie – last but not least – Royal Baroque Ensemble pod batutą Marca Vitalego. Z początku trochę się przeraziłam, miałam nieodparte wrażenie, że orkiestra nieco się „rozjeżdża” – obawiałam się, że może nie starczyło czasu na perfekcyjne zgranie. Ale to chyba premierowa trema – w miarę upływu czasu grali coraz lepiej, a od połowy pierwszego aktu przestałam ich słyszeć – co w tym przypadku znaczy, że ucho nie wychwytywało poważniejszych błędów. Szczególnie dobre blachy – których u Vinciego mnóstwo (piękna aria da caccia Mirtea pod koniec pierwszego aktu!) – a które są szczególnie trudne i – wiem z doświadczenia – bywają kiepskie. Podziwiam też nadzwyczajną formę, także fizyczną, wszystkich instrumentalistów, a także dyrygenta, który nie tylko prowadził orkiestrę, ale grał partię basso continuo przez cały spektakl!

Podsumowując, muszę przyznać, że ten odważny eksperyment wypadł nieźle. To dużo, zważywszy na background, którym w tym wypadku jest jedyna inscenizacja Vinciego znana większości widzów, czyli spektakl z Nancy. W warszawskiej operze zabrakło fajerwerków i spektakularnych pomysłów scenicznych, co chyba jednak wyszło operze na dobre. Młodzi wykonawczy dali z siebie wszystko, a bawili się przy tym przednio, dając również publiczności okazję do znakomitej zabawy. Tak właśnie widzę operę barokową – jako żywiołową, emocjonalną i nieokiełznaną.

Dramma per Musica – tak trzymać!

Semiramide riconosciuta – wykonania

9.09.2016 – II Festiwal Oper Barokowych w Teatrze Królewskim, Warszawa

 

Kierownictwo muzyczne – Marco Vitale
Reżyseria i Scenografia – Ewelina Pietrowiak
Kostiumy – Katarzyna Nasteruk
Światła – Maciej Igielski

Wykonawcy
Semiramide (sopran) – Ingrida Gápová
Scitalce (tenor) – Karol Kozłowski
Tamiri (sopran) – Dorota Szczepańska
Ircano (kontratenor) – Gabriel Diaz
Mirteo (sopran) – Ewa Leszczyńska
Sibari (alt) – Elwira Janasik
słudzy – Jacek Iwaszko, Michał Zieliński
Royal Baroque ensemble, dyr. Marco Vitale
Chór Kameralny Collegium Musicum UW

relacja

Semiramide riconosciuta

Semiramide riconosciuta – Semiramida rozpoznana

dramma per musica w trzech aktach
muzyka Leonardo Vinci
libretto Pietro Metastasio
premiera w Teatro Alibert delle Drame, Rzym, 6 lutego 1729

Premierowa obsada
Semiramide (sopran-kastrat) – Giacinto Fontana, zwany Il Farfallino
Mirteo (sopran-kastrat) – Carlo Scalzi
Ircano (kastrat) – Gaetano Berenstadt
Scitalce (tenor) – Antonio Barbieri
Tamiri (sopran-kastrat) – Pietro Morigi, zwany Il Machiagiano
Sibari (kastrat) – Giovanni Ossi

wznowiona 20 stycznia 1744 w Teatro San Carlo w Neapolu (Astrua, Barlocchi, Colasanti, Caffarelli, Manzuoli, Boschi, Carlani)

Wykonania

Relacje

Opery Vinciego

Alessandro nell’Indie

L’Artaserse

L’Asteria

A’Astianatte

Lo barone di Trocchia

La caduta dei decemviri

Lo Castello sacchato

Catone in Utica

La cecato fauzo

La contessa dei numi

Didone abbandonata

Le doje lettere

Don Ciccio

Elpidia

Eraclea

Erghette e don Chilone

Ernelinda

Farnace

La Festa di Baccho

Flavio anicio olibrio

Gismondo, re di Polonia

Ifigenia in Tauride

Lo libertino

Massiminiano

Medo

La mogliera Fedele

Partenope

Lo Scagno

Lo Scassone

Publio Cornelio Scipione

Posmira Fedele

Semiramide

Semiramide riconosciuta

Silla dittatore

Siroe re di Persia

Il trionfo di Camilla

Turno arcino

Le zite’n Galera

 

Opery

Aci, Galatea e Polifemo Georg Friedrich Haendel

Acis and Galatea Georg Friedrich Haendel

Admeto, Rè di Tessaglia Georg Friedrich Haendel

Adriano in Siria Giovanni Battista Pergolesi

Agrippina Georg Friedrich Haendel

Alceste Georg Friedrich Haendel

Alcina Georg Friedrich Haendel

Alessandro Georg Friedrich Haendel

Alessandro Severo Georg Friedrich Haendel

Alexander’s Fest Georg Friedrich Haendel

Almira Georg Friedrich Haendel

Amadigi di Gaula Georg Friedrich Haendel

Arbace Georg Friedrich Haendel, Leonardo Vinci, Johann Adolph Hasse

Arianna Claudio Monteverdi

Arianna in Creta Georg Friedrich Haendel

Ariodante Georg Friedrich Haendel

Armide Jean Baptiste Lully

Arminio Georg Friedrich Haendel

Atalanta Georg Friedrich Haendel

Il ballo delle Ingrate Claudio Monteverdi

Berenice, Regina d’Egitto Georg Friedrich Haendel

Il combattimento di Tancredi e Clorinda Claudio Monteverdi

The Comical History of Don Qiochote Purcell Henry

Comus Georg Friedrich Haendel

Daphne Georg Friedrich Haendel

Deidamia Georg Friedrich Haendel

Dido and Aeneas Purcell Henry

Ezio Georg Friedrich Haendel

The Fairy Queen Purcell Henry

Faramondo Georg Friedrich Haendel

Farnace Antonio Vivaldi

Il Flaminio Giovanni Battista Pergolesi

Flavio, Re de’Longobardi Georg Friedrich Haendel

Il Floridante Georg Friedrich Haendel

Lo frate’nnamorato Giovanni Battista Pergolesi

Gismondo, Re di Polonia Leonardo Vinci

Giulio Cesare in Egitto Georg Friedrich Haendel

Hercules Georg Friedrich Haendel

L’incoronazione di Poppea Claudio Monteverdi

Judas Maccabaeus Georg Friedrich Haendel

Livietta e Tracollo Giovanni Battista Pergolesi

Muzio Sevola Georg Friedrich Haendel

Naïs Jean-Philippe Rameau

L’Olimpiade Giovanni Battista Pergolesi

L’Orfeo Claudio Monteverdi

Ottone, Re di Germania Georg Friedrich Haendel

Il pastor fido Georg Friedrich Haendel

Il prigioner superbo Giovanni Battista Pergolesi

Radamisto Georg Friedrich Haendel

Rinaldo Georg Friedrich Haendel

Il ritorno d’Ulisse in patria Claudio Monteverdi

Rodrigo Georg Friedrich Haendel

Salustia Giovanni Battista Pergolesi

Semiramide riconosciuta Leonardo Vinci

Il Sant’Alessio Landi Stefano

La serva padrona Giovanni Battista Pergolesi

Samson Georg Friedrich Haendel

Susanna Georg Friedrich Haendel

Tamerlano Georg Friedrich Haendel

The Tempest Purcell Henry

Tirsi e Clori Claudio Monteverdi

Vinci Leonardo

Leonardo_VinciUr. 1690 w Strongoli

Zm. 27 maja 1730 w Wiedniu

Włoski kompozytor okresu baroku

 

Edukacje muzyczna odebrał u Gaetana Greca w Conservatorio dei Poveri di Gesù Cristo w Neapolu. Po studiach objął posadę maestro di capella na dworze księcia Sansevera. Swoją pierwszą operą buffo w dialekcie neapolitańskim, Lo cecato fauzo, wystawił w Teatro Fiorentini w 1719 roku i odniósł niebywały sukces. Operą seria debiutował w 1722 roku w Teatro San Bartolomeo (Publio Cornelio Scipione). Dzięki uznaniu, jakie osiągnęła, mógł poświęcić się komponowaniu kolejnych oper i wystawianiu ich na scenach Neapolu, Rzymu, Wenecji i Parmy. Nawiązał współpracę z Pietro Metastasiem, do którego librett napisał sześć oper. Nad jego karierą ciążyła rywalizacja z innym słynnym neapolitańczykiem, Niccola Porporą. W 1730, wystawiając w Rzymie Alessandra i Artaserse, Vinci usiłował nie dopuścić do premiery Mitrydata Porpory. Przez krótki czas był również nauczycielem i maestro di capella neapolitańskiego konserwatorium, w którym uczył się wówczas młody Pergolesi. Pracował też dla klasztoru Santa Caterina w Formiello, dla którego komponował utwory sakralne.

Zmarł przedwcześnie w tajemniczych okolicznościach, co stało się powodem domniemań o jego otruciu.

Poza operami, których skomponował 18, napisał też kantaty, dwa oratoria oraz wiele utworów instrumentalnych.

Opery Leonarda Vinciego