Wykonawcy
Giulio Cesare – Jakub Józef Orliński (kontratenor)
Cleopatra – Sabine Devieilhe (sopran)
Tolomeo – Yuriy Mynenko (kontratenor)
Cornelia – Beth Taylor (mezzosopran)
Sesto – Rebecca Leggett (mezzosopran)
Achilla – Alex Rosen (bas)
Curio – Marco Saccardin (baryton)
Nireno – Rémy Brès-Feuillet (kontratenor)
Il Pomo d’Oro, dyr. Francesco Corti
No i doczekaliśmy się w Warszawie wydarzenia operowego na europejskim poziomie – z koncertową wersją Giulio Cesare in Egitto przyjechała do Filharmonii Narodowej orkiestra Il Pomo d’Oro i całkiem zacne grono solistów. Przygotowano operę „przewoźną” – nie przygotowano spektaklu, lecz wykonawcy podróżują z tym koncertem po najlepszych europejskich salach koncertowych. To, że na ich trasie znalazła się Warszawa, zawdzięczamy prawdopodobnie wykonawcy partii tytułowej, czyli Jakubowi Józefowi Orlińskiemu, bo raczej nie fatalnej akustyce stołecznej filharmonii.
Giulio Cesare jest operą bardzo popularną i stosunkowo często grywaną, np. w ubiegłym roku mieliśmy całkiem udaną premierę w Warszawskiej Operze Kameralnej i to w dwóch obsadach. Jest też wspaniałym polem popisu i instrumentalistów, i oczywiście solistów, z których każdy, nawet w roli drugoplanowej, ma swoją przebojową arię. Kilka z tych arii należy zresztą do żelaznego repertuaru barokowych przebojów, żeby wspomnieć choćby o Piangero la sorte mia bądź duecie Son nata per lagrimar.
Cezar i Kleopatra, czyli Jakub Józef Orliński i Sabine Devieilhe; fot. IR
Wykonawcy zebrani do tego projektu to znane i uznane nazwiska. Jakub Józef Orliński to przecież nasz kontratenor eksportowy, popularny „w świecie” i wciąż się rozwijający. Nawet sceptycy doceniają jego wciąż rosnące umiejętności, a niełatwą przecież partię Cezara wykonał całkiem udatnie, i to zarówno arie di bravura (Empio, dirò, tu sei, Da tempeste il legno infranto), jak i liryczne, w których zresztą czuje się zdecydowanie lepiej (Aure, deh, per pieta), no i trzeba też wspomnieć oczywiście popisową arię myśliwską (Va tacito e nascosto). Partnerowała mu francuska sopranistka Sabine Devieilhe, pamiętna Bellezza z inscenizacji Haendlowskiego Trionfo del Tempo e del Disinganno, którą w Aix-en-Provance wyreżyserował Warlikowski. Miałam więc duże oczekiwania i w zasadzie się one spełniły – Devieilhe ma wspaniały sopranowy głos o ogromnej skali, jest też utalentowana aktorsko, czemu dała wyraz podczas warszawskiego koncertu. Kobieca i kokieteryjna w V’adoro pupille, rozdzierająca w Piangero la sorte mia. Czyli dokładnie tak, jak należy.
Jako Tolomeo wystąpił Yuriy Mynenko i choć niczego mu zarzucić nie sposób (ma świetną technikę i znaczne możliwości głosowe), jednak dużo lepiej prezentował się jako Cezar we wspomnianej już inscenizacji w WOK. Zbyt spokojny, jak na histerycznego psychopatę?
Komplet solistów na scenie Filharmonii Narodowej; fot. IR
Objawieniem była natomiast szkocka mezzospranistka Beth Taylor w roli Cornelii. Zwracała uwagę fantastycznym, głębokim i niezwykle sugestywnym głosem i nadała partii Cornelii nutę prawdziwego tragizmu. A słynny duet Son nata per lagrimar z końca drugiego aktu, wykonany wespół z interpretującą partię Sesta Rebeccą Leggett, był absolutnie mistrzowski. Dla porządku wspomnieć też należy Achilla w wykonaniu Alexą Rosena, Curia w interpretacji Marca Saccardina i Nirena, w którego wcielał się Rémy Brès-Feuillet – każdy z nich na wybitnym poziomie w swojej roli.
Osobny akapit pochwał dla orkiestry prowadzonej przez Francesca Cortiego, znakomitej w każdym calu, również w instrumentach solo towarzyszących solistom. I jedynym mankamentem była ta nieszczęsna akustyka. Koncert był rejestrowany i orkiestra grała niestety zbyt subtelnie jak na salę naszej filharmonii. Pierwszą część przesiedziałam w szesnastym rządzie i naprawdę musiałam wytężać słuch. Po przerwie przesiadłam się do dziewiątego i było już dużo lepiej, ale i tak nie dość jak na cenę biletu, której zażądała ode mnie filharmonia. Dodatkową łyżką dziegciu było też zalecenie, by w związku z nagraniem nie klaskać po ariach. A niekiedy ręce aż się składały do oklasków. A zamiast spontanicznych reakcji publiczności, mieliśmy atmosferę z konkursu chopinowskiego z szuraniem i kasłaniem w przerwach pomiędzy poszczególnymi scenami. Było to tak sprzeczne z powszechnym zwyczajem interakcji pomiędzy artystami i słuchaczami, która często buduje atmosferę wydarzenia. Reakcja publiczności jest przecież wpisana „od zawsze” w operę barokową, stanowi konieczny wentyl dla gęstniejących emocji. Tu mieliśmy dopiero stojącą owację na koniec, która w żaden sposób tej interakcji nie zastąpi. Nie wiem, jak było w środę, być może bardziej spontanicznie, ale wspomniana wyżej cena biletu nie pozwoliła mi niestety na uczestniczenie w obu koncertach. Czego oczywiście żałuję.
Kierownictwo muzyczne – Adam Banaszak
Reżyseria i inscenizacja – Włodzimierz Nurkowski
Scenografia i kostiumy – Anna Sekuła
Choreografia – Violetta Suska
Reżyseria światła – Paweł Murlik
Multimedia – Adam Keller Asystent reżysera – Jolanta Denejko
OBSADA GIULIO CESARE (kontratenor) – Yuriy Mynenko / Jan Jakub Monowid
CLEOPATRA – Dorota Szczepańska / Teresa Marut
SESTO – Ray Chenez / Kacper Szlążek
CORNELIA – Joanna Motulewicz / Aleksandra Opała
TOLOMEO – Nicholas Tamagna / Rafał Tomiewicz
ACHILLA – Artur Janda / Mariusz Godlewski
NIRENO – Artur Plinta / Paweł Szlachta
CURIO – Łukasz Górczyński / Bartosz Lisik
Tancerze i Zespół Wokalny WOK
Orkiestra Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV)
Dyrygent: Adam Banaszak
Giuglio Cesare in Egitto to chyba najczęściej wystawiana opera Haendla i podobnie jak Alcina czy Rinaldo – prawdziwa kopalnia przebojowych tematów i arii. Tak jak inne dzieła mistrza stawia poprzeczkę wysoko – zarówno reżyserowi/inscenizatorowi, jak i muzykom. Reżyserowi ze względu na trudność w przełożeniu wydarzeń, często fantastycznych i skomplikowanych, na język sceniczny strawny dla współczesnego widza, a muzykom i solistom – z powodu wymagań technicznych i koniecznej obecności wysokich, męskich głosów, które niegdyś zapewniali kastraci, a które dziś są domeną kontratenorów.
Opery barokowe były w XVIII wieku wydarzeniem zapewniającym rozrywkę nie tylko na dworach, ale także w teatrach miejskich, w których publiczność spędzała nie raz bite trzy lub cztery godziny. Dzisiejsza publiczność, nawykła do innego tempa życia, z trudem wytrzymuje inscenizacje w pełnym wymiarze czasu, a reżyserzy muszą znaleźć klucz do przykucia jej uwagi. Giulio Cesare daje inscenizatorom przynajmniej ten komfort, że pozbawiony jest elementów fantastycznych – nie ma tu czarodziejek, magów i czarów, a popularne „przebieranki”, ulubiona metoda wprowadzania zamieszania na scenie, ograniczone są do minimum. Przebieg akcji ma swoje oparcie w historycznej rzeczywistości, choć oczywiście nie jest wiernym opisaniem wydarzeń, do których nawiązuje.
Muszę przyznać, że inscenizacja, którą przygotowała w tym roku Warszawska Opera Kameralna na swój XII Festiwal Oper Barokowych, spełnia najwyższe standardy i to pod każdym względem. Inscenizacja jest ciekawa, pełna znakomitych reżyserskich pomysłów, stylistycznie spójna (no, prawie!), co wymagało dobrej współpracy reżysera Włodzimierza Nurkowskiego, scenografki i kostiumografki Anny Sekuły i choreografki Violetty Suski – zwłaszcza ta ostatnia wywiązała się z zadania znakomicie. Wydarzenia – choć zaczerpnięte z antyku – wyjęte zostały z historycznego kontekstu i wrzucone w bezczasową przestrzeń. W pierwszej scenie w projekcji medialnej kamera zjeżdża w dół, jakby wkraczając w świat filmu/gry komputerowej i w tej abstrakcyjnej przestrzeni rozgrywa się akcja opery. Warto podkreślić zwłaszcza te reżyserskie pomysły, które umożliwiły solistom połączenie śpiewu z akcją i uniknięcie deklamowania „ku widzowi”, co jest częstą bolączką operowej sceny.
Kostiumy, gra świateł, projekcje w tle i minimalna liczba rekwizytów znakomicie ilustrują wydarzenia, które toczą się w szalonym tempie, co scenę zmieniając nastrój i scenerię. Wśród inscenizacyjnych pomysłów szczególnie „zagrały” agresywnie strzelające „wachlarze” legionistów rzymskich przebranych w malownicze stroje ninja oraz zbroje Kleopatry wzorowane na estradowych kostiumach Madonny. Wiele pomysłów wprowadzało do przedstawienia elementy komiczne, znakomicie zresztą wygrane aktorsko przez solistów, np. ubieranie Cezara przez Kleopatrę czy zbroja cesarza zwieńczona… elegancką muszką. Niektóre wydały mi się kontrowersyjne, jak finał z piórami, nawiązujący chyba do Kabareciku Olgi Lipińskiej. Dzięki tym lżejszym pomysłom łatwiej jednak można było znieść sceny okrucieństwa, przemocy, w tym przede wszystkim wobec kobiet, instrumentalnie traktowanej seksualności, którą przepojone było całe przedstawienie. Treści w wielu wcześniejszych inscenizacjach zakamuflowane i „uładnione” (seks jest przecież w operze barokowej nieobecny – wszyscy się po prostu zakochują!) tym razem zostały obnażone w całej ich brutalnej prawdzie. Balansowanie pomiędzy grozą a groteską to zresztą motyw przewodni tego przedstawienie, na wielu poziomach zresztą.
Happy end czy właśnie leci kabarecik?; fot. IR
Ale nawet najciekawsza inscenizacja to w operze tylko forma, którą prawdziwą treścią wypełnia muzyka. Spektakl raz jeszcze potwierdził wielkość muzycznego i teatralnego geniuszu Haendla, w czym ogromna zasługa całego zespołu wykonawców. A właściwie dwóch zespołów, bowiem Opera Kameralna zaproponowała nam pełne dwie obsady, obie świetne – pierwszą „międzynarodową” i drugą złożoną z wokalistów wyłącznie polskich. Powstała w ten sposób swoista rywalizacja pomiędzy obiema ekipami, z przyjemnością obserwowana przez wielu melomanów, którzy pokusili się o obejrzenie spektaklu w obu obsadach.
Zacznijmy od pierwszej. Rolę tytułową interpretował znakomity kontratenor pochodzenia ukraińskiego Yuriy Mynenko, obecny już od lat na scenach europejskich, w tym w legendarnym przedstawieniu Artaserse Vinciego w Nancy. Od tego czasu wspaniale rozwinął się zarówno muzycznie, jak i aktorsko. Dysponuje dźwięcznym, pełnym głosem w imponująco dużej skali, włada nim ze swobodą zarówno w partiach brawurowych (Empio,diro, tu sei czy Quel torrente), jak i w lirycznych (Aure, deh, per pieta). Jedna z najpopularniejszych arii tej opery, aria myśliwska Va tacito e nascosto, została równie fantastycznie zaśpiewana, jak i zagrana.
Wykonawcy pierwszej obsady, od lewe: Ray Chenez, Nicolas Tamagna, Yuriy Mynenko, Dorota Szczepańska, Jolanta Motulewicz i Artur Janda; fot. IR
Partnerowała mu Dorota Szczepańska, której lekko wibrujący sopran znakomicie oddawał kokieteryjne zamysły bohaterki, zwieńczone brawurowym tańcem i śpiewem w arii V’adoro pupille. Z kolei jej popisowa aria liryczna Piangero la sorte mia wywarła niezapomniane wrażenie i została nagrodzona owacją.
Kolejne dwie kontratenorowe role interpretowali Ray Chenez w partii Sesta i Nicholas Tamagna jako Tolomeo. Obaj byli zresztą znakomici. Chenez brawurowo grał wykonał sopranową partię Sesta, którą ze względu na jej wysoka skalę często śpiewają sopranistki. Był w swojej interpretacji bardzo swobodny i wiarygodny, ani przez moment nie musiał „wysilać” głosu, żeby z lekkością pokonać tę wymagającą partię.
Równie dobry w swojej interpretacji był Nicolas Tamagna, którego ostatnio często słyszymy w partiach „tych złych”. Muszę przyznać, że solista zgrabnie balansował na krawędzi groteski, nigdy jej jednak nie przekraczając. Według reżysera Tolomeo to klasyczny psychopata i Tamagna – znakomity zarówno głosowo, jak i aktorsko – wykonał tę partię popisowo.
Kolejna wspaniała rola to Kornelia w interpretacji Joanny Motulewicz. Jej dramatyczny i drapieżny mezzozopran brzmiał wspaniale, kreując Kornelię jako osobę silną, zdecydowaną, popychającą syna do zemsty. Motulewicz wypadła wspaniale zarówno w ariach dynamicznych (Non ha più che tenere), jak i przede wszystkim we wspaniałym duecie z Chenezem: Son nata a lagrimar. Ten słynny duet, jeden z najpiękniejszych jakie stworzył Haendel, także został nagrodzony długą owacją.
Dramatyczną partię Achilla wykonał w tej odsłonie jeden z najlepszych polskich basów Artur Janda, wyposażając swojego bohatera w mocno podkreśloną brutalność – potężny głos solisty przechodził niekiedy niemal w krzyk.
Kogo należałoby wyróżnić w drugiej obsadzie? Nie wymienię wszystkich, bo i tak tekst rozrósł się niebotycznie. Przede wszystkim wyróżnić trzeba Jana Jakuba Monowida w partii tytułowej. To świetny i moim zdaniem niewystarczająco wykorzystany kontratenor. Jego głos o dość specyficznej, jakby matowej barwie, w partii Cezara sprawdził się znakomicie, aktorsko również z wdziękiem dźwignął tę wymagającą rolę. A przy okazji przypomniałam sobie jak przed wielu laty słuchałam Monowida w partii Tolomea – był w niej świetny i wyjątkowo przekonujący.
Jan Jakub Monowid jako Juliusz Cezar, po lewej: Paweł Szlachta, Kacper Szelążek i Rafał Tomkiewicz, po prawej Teresa Marut, Aleksandra Opała, Mariusz Godlewski i Bartosz Lisik; fot. IR
Kolejną rolą, która według mnie zasługuje na uwagę był Tolomeo w interpretacji Rafała Tomkiewicza, który wyrósł na jednego z najlepszych polskich kontratenorów i na szczęście ostatnio często śpiewa w Polsce, za każdym razem perfekcyjnie wywiązując się ze swojego zadania. Jego interpretacja Tolomeo wypadła bardzo dobrze, świetnie oddając histeryczną nerwowość bohatera, zwłaszcza w popisowej arii L’empio, sleale, indegno. Zabrakło mi jednak nieco tego balansowania, o którym pisałam wyżej, i przez to Tolomeo Tomkiewicza zbyt często osuwał się z grozy w groteskę.
I jeszcze jedna partia, która w drugiej obsadzie zwróciła szczególną uwagę – Achilla w interpretacji Mariusza Godlewskiego. Kreował brutala, który potrafi jednak wydobyć z siebie ukrytą wrażliwość. Jego interpretacja była i świetnie wykonana, i pogłębiona o te nieoczekiwane znaczenia.
Warto wspomnieć o dwóch młodziutkich solistach-kontratenorach w partii Nirena. To Artur Plinta i Paweł Szlachta – rólka niewielka, ale przewijająca się przez cały spektakl i w obu interpretacjach całkiem udana. I oczywiście o grupie tancerzy, którzy byli świetnie prowadzeni i odgrywali w spektaklu wyjątkowo istotną rolę.
Co do orkiestry, to została poprowadzona bardzo dobrze, właściwie bez słabych punktów. Zresztą znakomita i doświadczona orkiestra MACV jest wdzięcznym interpretatorem muzyki barokowej, a prowadzący ją Adam Banaszak to dyrygent, który ma w dorobku wiele operowych przedstawień. To z pewnością może zaliczyć do bardzo udanych.
Podsumowując – to jedna z bardziej udanych premier Opery Kameralnej i najciekawszy z pewnością punkt w programie festiwalu. Wypada pogratulować tak udanej premiery i mieć nadzieję, że dzięki podwójnemu składowi wykonawców będziemy mieli okazję usłyszeć ją jeszcze nie raz.
Giulio Cesare in Egitto to jedna z najpopularniejszych oper Haendla, napisana w szczytowym okresie popularności opery włoskiej w Londynie (premiera 1724) przez kompozytora w najwyższej formie. To prawdziwy zbiór przebojów, arie chętnie śpiewane przez wykonawców i lubiane przez publiczność niemal tak, jak słynne Lascia ch’io pianga z Rinalda czy Ombra mai fu z Serse. Zresztą jak na operę barokową przystało Giulio Cesare ma wszystkie niezbędne elementy takiego dzieła i to w najlepszym wydaniu: arie di bravura (Quel torrente), da caccia, czyli myśliwskie z rogami (Va tacito e nascosto), obowiązkową arię „morską” (Da tempesta il legno infrato), rozdzierające arie żałobne (Piangerò la sorte mia) i frywolne arie miłosne (V’adoro pupille), jeden z najpiękniejszych Haendlowskich duetów dramatycznych (Son nata a lagrimar) i miłosnych (Caro! Bella!). Dzieło jest na tyle zwarte muzycznie i dramaturgicznie, że bywa wystawiane regularnie, nawet przez duże sceny i to w całkiem współczesnych dekoracjach, a nawet najmniejsza rola warta jest wysiłku znanych i renomowanych śpiewaków.
Pisząc o wartości dramaturgicznej, mam na myśli akcję zupełnie dobrze rozpisaną, bez nadmiaru absurdalnych zwrotów i wydumanych przebieranek (choć przynajmniej jedna trafić się musi – tutaj Kleopatra przez połowę drugiego aktu podaje się za własna dwórkę). W największym skrócie akcja opery opowiada o spotkaniu dwóch znanych z historii postaci, czyli tytułowego Juliusza Cezara i egipskiej władczyni Kleopatry – spotkaniu nota bene autentycznym, które zaowocowało związkiem tej sławnej pary. Juliusz Cezar przybywa do Egiptu i w bitwie pokonuje rzymskiego dowódcę Pompejusza. O tron egipski w tym czasie konkuruje rodzeństwo – Ptolemeusz i Kleopatra. Zdradziecki Ptolemeusz usiłuje się przypodobać Cezarowi, dokonując egzekucji pokonanego Pompejusza, a wobec braku akceptacji ze strony rzymskiego dowódcy, próbuje zgładzić go podstępem. Kleopatra postanawia użyć kobiecych wdzięków i z powodzeniem uwodzi Cezara, przy okazji sama się w nim zakochując. Cezar – po zamachu na swoje życie, z którego musi się salwować ucieczką – wraca na czele legionów, odnosi zwycięstwo, łączy się z wybranką i osadza ją na tronie. W całą intrygę jest jeszcze wmieszana wdowa po Pompejuszu Kornelia, dla której tracą głowę generałowie Rzymianin Curio i Egipcjanin Achillas, a w końcu sam Ptolemeusz, oraz jej syn Sykstus, pałający żądzą zemsty za śmierć ojca. Mimo nadmiaru miłosnych perypetii happy end nie jest tu kompletnym wymysłem – w końcu historyczna Kleopatra rzeczywiście objęła egipski tron przy poparciu Cezara, a tę dwójkę łączył gorący romans, a nawet wspólny potomek.
Cieszy mnie niezmiernie, że dzieło Heandla bywa wystawiane również u nas, choć inscenizacji nie było wiele. Najbardziej znana i utrwalona na płycie jest znakomita wersja z Warszawskiej Opery Kameralnej z 2008 roku z Anną Radziejewską jako Cezarem i Olgą Pasiecznik jako Kleopatrą. A i sam maesto Esswood przygotowywał sceniczną wersję tej opery w łódzkim Teatrze Wielkim w 2009 roku. Dlatego zapowiedź kolejnej wersji w poznańskim Teatrze Wielkim bardzo mnie ucieszyła. Teatr postanowił otworzyć koncertową wersją Juliusza Cezara w Egipcie nowy sezon operowy, a dwa koncerty odbyły się w dniach 22 i 23 września na dużej scenie teatru. I właśnie Paul Esswood poprowadził orkiestrę i przygotował międzynarodowy zespół śpiewaków do tych znakomitych Haendlowskich ról. Sam fakt przygotowania opery w wersji koncertowej bynajmniej mnie nie dziwi, wiadomo, że to przedsięwzięcie znacznie prostsze i mniej kosztowne. Tak zresztą robi wiele scen, choćby wiedeńska, na której spektakle inscenizowane i wersje koncertowe przeplatają się w ciągu całego sezonu.
Dużo gorzej znoszę skróty, a tych w operze poczyniona sporo, łącząc akt drugi i trzeci i eliminując z drugiej części większość scen z wątku Kornelii i Sykstusa. Właściwie cała druga część została oddana parze głównych bohaterów, czyli Cezarowi i Kleopatrze. Skróty poczyniono dość zgrabnie, wątki zostały jako tako zamknięte, choć żal mi był partii, które wypadły, przede wszystkim za względu na świetną Annie Fredriksonn w roli Sykstusa. Trzy partie kontratenorowe śpiewali polscy wykonawcy, co świadczy o tym, że Esswood uznał ich za wystarczająco dobrych do tych trudnych i wymagających ról.
Tytułowego Juliusza Cezara kreował Kacper Szelążek, wciąż uważany za młodego zdolnego, choć jest na scenie już od kilku ładnych lat. Obawiałam się trochę, jak sobie poradzi z tą rolą, bo partia Cezara jest jedną z największych i najbardziej „ośpiewanych” Haendlowskich ról. Cieszę się, że podobnie jak do tytułowej roli w Ariodante, podszedł do niej bez kompleksów. Słychać było, że początkowo spięty, stopniowo się rozpędzał i śpiewał coraz pewniej i śmielej. Co prawda duże operowe wnętrze okazało się mniej wdzięczne niż niewielka sala Warszawskiej Opery Kameralnej, a siedząca za plecami śpiewaków orkiestra przebijała trochę za mocno – w sumie w pewnych partiach był gorzej słyszalny. Na dokładkę zupełnie nie rozumiem dziwnej maniery zakładania rąk i zasłaniania twarzy, która stosował podczas całego koncertu. Zapewne ze względu na konwencje koncertową nikt nie pracował nad ruchem scenicznym tego przedstawienia, ale tak doświadczony artysta powinien jednak wiedzieć, co zrobić z rękoma podczas śpiewu. Koniec końców arie finałowe wypadły nieźle, a publiczność przyjęła je z entuzjazmem – Szelążek ma już wierne grono fanów, które peregrynuje za swoim idolem.
Druga ze znaczących partii kotratenorowych, czyli Tolomeo, została wykonana przez Rafała Tomkiewicza i odnalazł się w nich świetnie i głosowo, i aktorsko, zwłaszcza w pełnej rozbuchanych emocji arii Domerò la tua fierezza z III aktu – on także wyraźnie „rozkręcał” się podczas koncertu. Pamiętam bardzo sugestywną kreację tej roli Jana Jakuba Monowida w WOK i sądzę, że Tomkiewicz poradziłby sobie na scenie równie dobrze.
Partia Kleopatry należała do Anny Gorbachyovej, młodej sopranistki z Jekaterynoburga, która studiowała w Londynie, a śpiewała już na scenach amerykańskich i europejskich w bardzo różnorodnym repertuarze – od Cavallego i Haendla, po Mozarta, Rossiniego i Strawińskiego. Nie jest to ulubiony przez mnie typ sopranu, wydaje mi się zbyt ostry, zastępujący głębię nadmiernym vibratem, ale docenić trzeba ogromną ekspresję, z jaka śpiewała, i którą potrafiła nasycić zwłaszcza dramatyczne arie swojej bohaterki (Se pietà per me non senti). Za to Christie Cook, śpiewająca Kornelię, pochwalić się może głosem o pięknej i głębokiej barwie, jednak chwilami brzmiał on fałszywie, zwłaszcza w recytatywach. Natomiast młoda mezzosopranistka ze Szwecji Annie Fredriksson jako młody Sesto była rewelacyjna zarówno w ariach solowych, jak i słynnym duecie z Kornelią zamykającym akt pierwszy. To zdecydowanie największa rewelacja głosowa tego koncertu i to ze względu na nią żałuję, że skróty dotknęły w dużej części partię Sesta.
Finałowy chór; fot. IR
Wspomnieć należy również o partii Achilla wykonanej przez ukraińskiego barytona Yuriya Hadzetskyy’ego – jego dwie arie zostały oszczędzone. Pozostałe role – Curio Marcina Hutka i Nireno Damiana Gancarskiego ostały się właściwie w wersji szczątkowej.
Orkiestra prowadzona przez Paula Esswooda grała znakomicie i widać w tym było rękę doświadczonego i zasłużonego dyrygenta. Szczególne pochwały należą się znakomitym waltorniom i wiolonczeli towarzyszącej lirycznym ariom Kleopatry i Kornelii – niestety nie znam nazwisk instrumentalistów.
W sumie wieczór udany, muzyka mistrza przepiękna, wykonanie nieporywające, choć przyzwoite, a momentami dobre. Zadowolona publiczność nagrodziła wykonawców owacją na stojąco, a Paul Esswood poprowadził na bis pierwszy chór opery. W pełni podzielam entuzjazm mistrza i jego okrzyk ze sceny: Vivat baroque! Vivat Haendel! Vivat musica!
2009, 12 grudnia – Teatr Wielki Łódź Kierownictwo muzyczne – Paul Esswood
Reżyseria, przygotowanie solistów – Artur Stefanowicz– Marta Fiedler Scenografia i kostiumy – Ewa Bloom-Kwiatkowska Choreografia – Edyta Wasłowska Kostiumy – Ewa Bujak Światło i wideo – Wojciech Puś Dyrygent – Paul Esswood Wykonawcy: Cesare – Anna Warecka, Olga Maroszek
Cornelia – Małgorzata Domagała
Sesto – Kinga Borowska, Martyna Kasprzyk
Cleopatra – Patrycja Kujawa, Anna Terlecka-Kierner
Tolomeo – Bartosz Rajpold, Grzegorz Hardej
Achilla – Paweł Erdman, Mateusz Cieślak
Curio – Bartosz Szulc, andrzej Mańkowski
Nireno – Damian Ganclarski
Chór akademii muzycznej – Beata Aleksandrzak, Agnieszka Korzeniewska, Katarzyna Pisarek, Paulina Połacik, Dagny Konopacka, Magdalena Tracz, Agata Barwinek, Sonia Kiełpińska, Magdalena Szymańska, Paulina Makulska, Małgorzata Wrona, Joanna Skoblewska, Przemysław Kowalski, Marcin Wołkowicz, Szymon Kotynia, Aleksander Gorący, Bartłomiej Tarkowski, Dawid Sobczyk, Bartosz Szałapski, Tomasz Putrzyński, Tomasz Gargół, Przemysław Kolarski
2009, 15 listopada – Grupa In Antis Kraków Opracowanie muzyczne – Karol Nepelski
Reżyseria – Monika Rasiewicz Kostiumy – Marta Fiedler Scenografia – Marcin Kotarba Choreografia – Anna Towarnicka
Kostiumy – Ewa Bujak
Konsultacja artystyczna – Paul Esswood
Dyrygent – Grzegorz Wierus Wykonawcy: Cesare – Helena Poczykowska, Łukasz Dulewicz
Cornelia – Julia Przyborowska, Helena Poczykowska
Sextus – Katarzyna Kłosiek, Wiktoria Zawistowska
Cleopatra – Olga Rusin, Sylwia Olszyńska
Tolomeo – Jacek Sikorski, Łukasz Dulewicz
Achilla – Maciej Drużkowski, Rafał Świtoń
Curio – Piotr Brajner, Rafał Świtoń
Nireno – Marcin Gruba
Anna Radziejewska jako Cezar i Olga Pasiecznik jako Kleopatra, z tyłu Karol Bartosiński
2008, 18 października – Warszawska Opera Kameralna w Warszawie Kierownictwo muzyczne – Władysław Kłosiewicz Reżyseria – Marek Weiss Kostiumy – Marta Fiedler Scenografia – Marlena Skoneczko Choreografia – Izadora Weiss Wykonawcy: Cleopatra (sopran) – Olga Pasiecznik, Anna Wierzbicka
Giulio Cesare (mezzosopran) – Anna Radziejewska
Curio (bas) – Sławomir Jurczak
Cornelia (kontralt) – Dorota Lachowicz
Sesto (kontratenor) – Jacek Laszczkowski
Tolomeo (kontratenor) – Jan Jakub Monowid
Achilla (bas) – Jarosław Bręk
Nireno (kotratenor) – Karol Bartosiński Zespół mimów – Klaudia Carlos, Monika Gut, Justyna Piwicka, Lidia Sycz, Jerzy Klonowski, Andrzej Kwiatkowski, Andrzej Pankowski Zespół Solistów Warszawskiej Opery Kameralnej pod dyr. Władysława Kłosiewicza:
Aleksandra Biskot, Ewa Kuryłowicz, Anna Niedziółka, Magdalena Smulczyńska, Teresa Tippe, Anna Wyrzykowska, Zuzanna Klementowska, Katarzyna Krzyżanowska, Ewa Puchalska, Ewelina Rzezińska, Dorota Solecka, Maja Wojnarowicz, Jakub Grabowski, Michał Kanclerski, Piotr Kazimierczak, Piotr Różycki, Marek Sadowski, Piotr Tymiński, Piotr Artysz, Piotr Kędziora, Krzysztof Matuszak, Andrzej Milewski, Marek Wawrzyniak, Grzegorz Żołyniak
1989, 8 stycznia – Opera i Operetka Kraków, Scena Operowa Kierownictwo muzyczne – Ewa Michnik
Reżyseria – Henryk Konwiński Kostiumy – Marta Fiedler Scenografia i inscenizacja – Jan Berneś Choreografia – Henryk Konwiński Przygotowanie chóru – Ewa Bator Wykonawcy: Juliusz Cezar – Andrzej Biegun, Bogusław Szynalski
Cornelia – Ewa Sukiennik, Bożena Zawiślak
Sextus – Jerzy Knetig, Dariusz Paradowski, Piotr Wnukowski
Cleopatra – Monika Swarowska, Krystyna Tyburowska
Ptolemeusz – Jakub Borowcz, Zbigniew Szczechura
Achillas – Andrzej Biegun, Zbigniew Szczechura
Curio – Zbigniew Szczechura, Stanisław Ziółkowski
Nirenus – Andrzej Bernagiewicz, Stanisław Ziółkowski
1962, 28 kwietnia – Teatr Wielki w Warszawie Kierownictwo muzyczne – Mieczysław Mierzejewski
Reżyseria – Ludwik René Scenografia – Jan Kosiński
Kierownictwo chóru – Zofia Urbanyi-Świrska, Henryk Wojnarowski Wykonawcy: Juliusz Cezar – Antoni Dutkiewicz, Edmund Kossowski, Jerzy Kulesza
Kornelia – Barbara Miszel, Krystyna Szczepańska, Krystyna Szostek-Radkowa
Sykstus – Kazimierz Pustelak, Lesław Wacławik
Kleopatra – Anna Bolecvhowskla, Halina Słoniowska, Zofia Rudnicka, Hanna Rumowska
Ptolemeusz – Edward Pawlak, Kazimierz Walter
Achillas – Robert Młynarski, Józef Wojtan
Nirenus – Władysław Jurek, Stanisław Michoński, Władysław Skoraczewski
Giulio Cesare in Egitto HWV 17 – Juliusz Cezar w Egipcie
Drama per musica w trzech aktach
muzyka Georg Friedrich Haendel
libretto Niccolò Francesco Haym według Giacoma Frencesca Bussaniego
premiera w King’s Theatre na Haymarket w Londynie, 20 lutego 1724
Premierowa obsada
Giulio Cesare (alt-kastrat) – Francesco Bernardi, zwany Senesino; 1730 – Antonio Bernacchi
Cleopatra (sopran) – Francesca Cuzzoni; 1730 – Anna Strada del Pò
Cornelia (alt) – Anastasia Robinson
Sesto ( sopran) – Margherita Durastanti; 1725 – Francesco Borosinin( tenor)
Tolomeo (alt-kastrat) – Gaetano Berenstadt; 1730– Francesca Bertoli (alt)
Achilla (bas) – Giuseppe Maria Boschi
Nireno (alt-kastrat) – Bigonsi
Curio (bas) – Legarde
Akt I
Cesar podbija Egipt, jest witany triumfalnie (chór Viva, viva!; Presti omai). Małżonka pokonanego Pompejusza błaga Cesara o łaskę, jednak jest już za późno – Achilla, generał króla Egiptu Tolomea, demonstruje Cesarowi głowę pokonanego wroga. Cornelia mdleje, Cesar jest oburzony (Empio, dirò, tu sei). Uroda Cornelii wzrusza Achillę, zaś Curio, towarzysz Cesara wyznaje jej miłość. Cornelia rozpacza (Priva, son d’ogni conforto), jej syn zaś Sesto poprzysięga zemstę (Svegliatevi in core). Cleopatra dowiaduje się o śmierci Pompejusza i postanawia udowodnić bratu Tolomeo, że jest skuteczniejszym politykiem od niego (Non disperar, chi sà). Achilla opowiada Tolomeo o spotkaniu z Cesarem, sugerując, że powinno się go zabić. Tolomeo przychyla się do tej sugestii (Empio, sleale, indegno). Odbywa się ceremonia żałobna Pompejusza, której przewodzi Cesar (Alma de gran Pompeo). Przybywa na nią Cleopatra i podając się za powiernicę królowej Lidię, prosi o wsparcie Cesara dla Cleopatry przeciwko Tolomeo. Cesar jest zachwycony urodą Lidii (Non è si vago e bello). Clepatra triumfuje (Tutto può donna vezzosa). Cornelia przybywa, aby modlić się przy pomniku męża, a Sesto ponawia ślubowanie zemsty. Cleopatra obiecuje chłopcu wsparcie (Cara speme), twierdząc, że nigdy nie należy tracić nadziei (Tu la mia stella sei). Tymczasem Cesar i Tolomeo spotykaja się w królewskim pałacu, Tolomeo zaprasza Cesara do siebie, ten zaś mu nie ufa (Va tacito e nascosto). Sesto próbuje wyzwać Tolomea na pojedynek, zostaje jednak aresztowany i wtrącony – wraz z matką – do więzienia. Tam Achilla prosi Cornelię o rękę, zostaje jednak odrzucony. Matka i syn żegnają się na zawsze (duet Son nata a lagrimar).
Akt II
Cleopatra oczekuje Cesara, dla którego przygotowała przedstawienie. Jej powiernik Nireno wprawdza władcę do jej pokoi, ona zaś przebrana za Cnotę śpiewa dla niego (V’adoro pupille). Cesar nadal sądzi, że widzi Lidię i okazuje swój zachwyt (Se in fiorito ameno prato). Cornelia zostaje uwięziona w seraju króla i tam zalecają się do niej zarówno Achilla, jak i sam władca. Achilla zapowiada, że dziś jeszcze zgładzi Cesara i udaje się, by wypełnić tę misję. Tolomeo chce posiąść Cornelię, nie wahając się użyć siły (Si, spietata). Cornelia chce popełnić samobójstwo, jednak przybywa Sesto. Nireno ma odprowadzić Cornelię do haremu i zapowiada,że wpuści tam również Sesto, aby mógł on pomścić ojca. Cornelia odzyskije nadzieję (Cessa omai di sospirare). Sesto jest zdecydowany dopełnić zemsty (L’angue offesa). Cleopatra przygotowuje się na przyjęcie Cesara (Venere bella). Podczas schadzki przybywa Curio i zawiadamia Cesara o spisku. Kleopatra ujawnia swą tożsamość i umozliwia mu ucieczkę (Al lampo dell’armi). Cleopatra również obawia się o życie (Se pietà per me non senti). Achilla zapobiega zamachowi Sesta na Tolomea. Zawiadamia też króla, że Cesar wyskoczył z okna apartamentu Cleopatry wprost do morza i prawdopodobnie utonął. Oskarża królową o sprzyjanie Rzymowi. Domaga się ręki Cornelii, jednak król odmawia, wzbudzając gniew generała. Cornelia i Sesto rozpaczają, tym razem matka odwodzi syna od samobóstwa. Sesto wciąż planuje zemstę (L’aura che spira).
Akt III
Achilla postanawia opuścić króla i przejść na stronę Cleopatry. Rozpoczyna się bitwa (Sinfonia), w której zwycięża Tolomeo, biorąc siostrę do niewoli (Domerò la tua fierezza). Uwięziona Cleopatra rozpacza (Piangerò la sorte mia). Jednak Cesar przeżył i szuka swoich oddziałów (Dall’ondoso pergilo; Aure, deh, per pietà). Sesto i Nireno odnajdują śmiertelnie ranego Achilla, który oddaje im swój pierścień dowódcy zapewniający zwierzchnictwo nad oddziałami króla i otwierający wrota do pałacu (D’innalzar i frutti). Pierścien trafia w ręce Cesara, który wiedzie swoje oddziały do boju (Quel torrente). Sesto jest pełen nadziei (La giustizia ha sull’arco) Cesar wkracza do pokojów Cleopatry, uszczęśliwiając królową (Da tempeste il legno infranto). Tolomeo chce siłą posiąść Cornelię, jednak nadchodzi Sesto i zabija tyrana, uszcześliwiając tym matkę (Non ha più che tenere). Zwycięski Cesar triumfuje (Sinfonia). Cornelia wręcza władcy królewskie atrybuty, które zdobić będą teraz Cleopatrę (duet Caro!; Bella!).
Pochodzi z Radomyśla, w którym uczył się początkowo gry na fortepianie i dyrygentury. Później kształcił się w akademii muzycznej w Odessie, ćwicząc śpiew solowy – początkowo jako baryton, a w końcu – kontratenor. Występy indywidualne rozpoczął już w okresie studiów. Śpiewał w kraju i za granicą, m.in. w Rosji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych. Koncertował z wieloma znanymi orkiestrami i dyrygentami, np. Alanem Curtisem, Diego Fasolisem i Danem Ettingerem. Jego repertuar obejmuje zarówno utwory barokowe, jak i klasyczne i romantyczne (m.in.GriseldaVivaldiego,RinaldoiMesjaszHaendla, Rusłan i LudmiłaGlinki).
Często koncertuje w Polsce, m.in. na festiwalach Misteria Paschalia w Krakowie, All’Improvviso w Gliwicach. Na scenie Warszawskiej Opery Kameralnej wystąpił w partii tytułowej w operze Haendla Giulio Cesare in Egitto (2024)