Archiwa tagu: maska

Purcell, Szekspir i warstwy, czyli „The Fairy Queen” w Polskiej Operze Królewskiej

Henry Purcell, The Fairy Queen
Polska Opera Królewska, Teatr Królewski w Łazienkach, Warszawa
25 kwietnia 2026

Kierownictwo muzyczne – Krzysztof Garstka
Reżyseria, scenografia, projekcje – Kamila Siwińska
Kostiumy – Dorota Kołodyńska
Dramaturgia, przekład libretta i fragm. „Snu nocy letniej” W. Szekspira – Małgorzata Sikorska-Miszczuk
Ruch sceniczny – Jarosław Staniek

Niepokojąca animacja w tle sceny; fot. IR

Wystąpili:
Wróżka – Małgorzat Trojanowska
Nimfa –  Iwona Lubowicz
Tajemnica – Aleksander Rewiński
Sen – Paweł Michalczuk
Osioł – Mateusz Kulczyński
Słońce – Aneta Łukaszewicz
Aktorzy:
Lizander – Tomasz Nosiński
Demetriusz – Marcin Pempuś
Helena – Monika Obara
Hermia – Natalia Rybicka
Aktorzy na projekcji:
Tytania – Ewa Błaszczyk
Oberon – Krzysztof Strużycki
Musztardka – Tomasz Nosiński
Pajęczynka – Marcin Pempuś
Odmieniec – Jarosław Staniek
Osioł – Kamil Zdebel

Zespół Wokalny POK
Zespół Instrumentów Dawnych POK CAPELLA REGIA POLONA – dyr. Krzysztof Garstka

The Fairy Queen należy do specyficznego gatunku sztuki – to połączenie teatru, baletu i opery charakterystyczny dla sceny angielskiej, czyli tzw. maska. Jednym z twórców takiej formy muzycznej był w XVII wieku m.in. Henry Purcell. W polskiej literaturze maskę określa się czasem mianem semi-opery. Maski najczęściej nie miały fabularnej, skomplikowanej treści, charakterystycznej dla opery włoskiej oraz konstrukcji złożonej z recytatywów i arii. Anglicy podchodzili do tej formy z większą swobodą, nie wahając się wrzucać do jednego worka tematów z mitologii bądź teatru i tańców jak z opery francuskiej. Powstawał w ten sposób dość specyficzny gesamkunstwerk, a piszę to nie bez kozery, bo gatunków artystycznych użytych w wystawionej masce w Polskiej Operze Królewskiej było nawet znacznie więcej!

Libretto zaczerpnięto ze Snu nocy letniej Szekspira, choć Piotr Kamiński pisze, że oryginalna partytura nie zawierała ani linijki z Szekspira. Związek treściowy jednak istnieje i bez wątpienia przyczynia się do sukcesu tej semi-opery, choć zachęca równocześnie do swobodnego, nieco nawet świętokradczego stosunku do warstwy dramatycznej (żeby wspomnieć choćby ubiegłoroczną inscenizację na krakowskiej Opera Rara).

Oryginalne The Fairy Queen trwało blisko 5 godzin, na taką inscenizację zdobyła się w Polsce jedynie Krystyna Meissner w Teatrze im. Horzycy w Toruniu w 1987 roku. A i w świecie nie było wielu takich realizacji. Spektakl Polskiej Opery Królewskiej trwał połowę tego czasu i wydaje się to dobrze dopasowane do wytrzymałości współczesnego widza. Zmusiło jednak twórców do wyboru i eliminacji części dzieła, choć muzyka Purcella w tej operze jest porażająco piękna. Jak pisze w programie Krzysztof Garstka: „…wybór fragmentów muzycznych w pełni podyktowany jest koncepcją reżyserską”.

Historyczny tekst potraktowano z pewną dezynwolturą i wydaje mi się, że bardzo słusznie. Libretto i fragmenty Snu nocy letniej zostały na użytek tego przedstawienia przetłumaczone przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk. Tylko w ariach i chórach zachowano oryginalny angielski, wszystkie sceny aktorskie odegrane są po polsku. Tłumaczka zaproponowała język całkiem współczesny, nie brak w nim wzmianek o terapii czy tramwajach, a Tytania i Oberon wypominają sobie noclegi w Sheratonie. Ten językowy koncept świetnie współgra z reżyserską koncepcją Kamili Siwińskiej, którą w największym skrócie można określić jako „warstwową”.

Tytania, czyli Ewa Błaszczyk w projekcji: fot. Karolina Jóźwiak

Mamy więc pary ateńskich kochanków, Hermię, Helenę, Lizandra i Demetriusza,  błąkających się po leśnym królestwie, odegrane przez dwie pary młodych aktorów. Mamy aktorskie sceny wyświetlane w projekcji: to wątek Oberona i Tytanii. W tej „warstwie” oglądamy, jak królową elfów ogarnia nieprzeparta miłość i żądza do osła. I wreszcie w trzeciej „warstwie” sceny muzyczne i taneczne z symbolicznymi postaciami Wróżki, Nimfy, Tajemnicy, Snu i Słońca, w których również występuje Osioł. Wszystkie te „warstwy” przenikają się nawzajem i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, projekcja nakłada się na scenografię i wszystko zdaje się mieszać jak w szekspirowskim śnie.

Z tą koncepcją znakomicie współgrają również kostiumy autorstwa Doroty Kołodyńskiej, odrębne dla każdej „warstwy”, choć dialogujące z sobą. Zwiewne, nawiązujące do antycznie greckich szatki ateńskich kochanków; wyraziście współczesny ubiór w scenach projekcyjnych – np. Tytania w interpretacji Ewy Błaszczyk nosi biały garnitur, a towarzyszą jej w tle widoki dzisiejszej Warszawy. I wreszcie postaci z „warstwy” muzycznej mają zabawne kostiumy inspirowane XVII modą hiszpańską: spódnice rozpięte są na fortugale poszerzającym sylwetkę na wysokości bioder, kaftany z koronkowymi rękawami, białe pończochy i zgrabne buciki. Taki strój noszą zarówno postaci męskie, jak i kobiece, wszyscy mają też na głowach fryzury w kształcie wydłużonego płomienia zbudowane z białych ni to pręcików, ni to gałązek. Jak wspomniał na konferencji przed premierą autor scenicznego ruchu Jarosław Staniek – ten kostium wymuszał też specyficzny rodzaj ruchu-tańca, choć poszczególni soliści (np. Aleksander Rewiński) dodawali do niego swoje oryginalne, współczesne elementy.

Leśne duchy i Osioł; fot. Karolina Jóźwiak

Jak wszystkie te warstwy połączyły się w jeden spektakl? Otóż znakomicie! Poszczególne sceny biegną w dynamicznym tempie, nakładają się na siebie i przeplatają, zmieniając perspektywę i nastrój. Są z sobą świetnie skorelowane i nawzajem się uzupełniają. A wszystko to w nastroju pozornie lekkim i chwilami zabawnym, choć podszytym niepokojem i obawą – nie bez przyczyny reżyserka twierdzi, że osią spektaklu jest osioł symbolizujący to, co w ludzkiej naturze nie jest chwalebne: zwierzęcość, pożądliwość, żarłoczność i pijaństwo. Obserwujemy również manipulowanie emocjami – „miłość” do osła jest przecież zemstą Oberona, który w prologu mówi pod adresem Tytanii: „Będziesz cierpieć”. Czar, który rzuca na Tytanię, obejmuje też błąkających się po lesie Ateńczyków, którzy zmieniają obiekty swoich uczuć w jednej chwili.

Lizander w zaczarowanym lesie; fot. Karolina Jóźwiak

I w ten sposób powstaje kolejna warstwa tej odważnej inscenizacji: powstają pytania o naturę człowieka i jego emocji, uleganie toksycznym związkom i kłamstwom, skłonność do manipulacji, widzimy brzydką twarz ludzkich relacji, którą w całej okazałości demonstruje „miłość” Tytanii i Osła. Jakby w nieśmiałym kontrapunkcie w ostatniej scenie widzimy kąpiel Musztardki i Pajęczynki, jedyną relację, która trwa niezmiennie przez cały spektakl i wydaje się niezagrożona czarami.

Ale i tak najważniejsza jest przecież muzyka! A jest ona nie tylko oszałamiająco piękna, ale też bardzo dobrze wykonana. Capella Regia Polona pod wodza Krzysztofa Garstki zalicza jeden ze swoich najlepszych występów. Purcellowska fraza w tym wykonaniu brzmiała niezwykle świeżo, zabiegi tonalno-harmonijne czy ilustracyjne wypadły znakomicie. A na dokładkę ta barokowa muzyka brzmiała – paradoksalnie – bardzo współcześnie, co wpisywało się doskonale w zamysł reżyserski. Trudno wymienić wszystkich instrumentalistów, ale nie sposób nie wspomnieć o koncertmistrzu Michale Piotrowskim, o fletach i obojach, czyli Agnieszce Mazur-Zborowskiej i Katarzynie Czubek, o trąbkach – Cezarym Saganie i Jacku Jurkowskim. No i oczywiście basso continuo pod wodzą samego Krzysztofa Garstki, które stanowi, jak sam pisze, fundament całej konstrukcji.

Artyści odbierają zasłużone owacje; fot. IR

Całą obsada solistów staje na wysokości zadania. W spektaklu, który oglądałam, wyróżniła się niewątpliwie Małgorzata Trojanowska jako Wróżka – w jej wykonaniu słyszymy m.in. przebojowe Trice happy lovers i rozdzierająco smutne O let me weep (nagrodzone przez publiczność owacją). Warto też wymienić Anetę Łukaszewicz jako Słońce, Aleksandra Rewińskiego w roli Tajemnicy (kupił publiczność swoim niebywałym tańcem!), a także Mateusza Kulczyńskiego jako Osła, który śpiewał cały spektakl przybrany w osłaniającą jego głowę maskę. Brawa dla wszystkich!

 

Venus and Adonis

Wenus i Adonis

Opera w trzech aktach (masque for the entertaitment of the King)
muzyka John Blow
libretto na motywach Metamorfoz Owidiusza
Premiera 1681–1683

Obsada:
Cupid (sopran) – Lady Mary Tudor
Venus (sopran) – Mary (Moll) Davies
Adonis (baryton)
Pasterz (kontralt lub kontratenor)
Pasterka (sopran)
Myśliwy (kontralt lub kontratenor)
Amorki, pasterze, pasterki, myśliwi – chór

Prolog
Operę otwiera uwertura w stylu francuskim. Kupidyn zarzuca pasterzom i pasterkom niewierność. Jednak oni się tym nie przejmuję i nie przestają cieszyć się pasterskimi przyjemnościami.

Akt 1
Wenus i Adonis odpoczywają w cieniu. Wenus kokietuje Adonisa, obiecując mu spełnienie jego oczekiwań. Jednak zanim zdąży mu ulec, rozbrzmiewa muzyka myśliwska, a Wenus zachęca Adonisa, by dołączył do pościgu. Myśliwi śpiewają o ogromnym dziku, na którego polują. Adonis nie chce odejść, jednak Wenus przekonuje go, że chwila rozłąki wzmocni ich miłość. Sprowokowany Adonis odchodzi.

Akt 2
Kupidyn studiuje sztukę miłości, ucząc się od swojej matki, jak wzbudzić miłość w ludzkich sercach. On z kolei uczy grupę małych Amorków. Wenus wzywa Gracje, dawczynie piękna i uroku, aby przygotowały ją na spotkanie z Adonisem.

Akt 3
Wenus tęskni za kochankiem. Myśliwy przyprowadza rannego i umierającego Adonisa. Kochanek umiera w ramionach Wenus. Bogini lamentuje, a jej pieśń podejmują pasterze. Operę kończy elegijny chór Opłakuj swego sługę.

Realizacje

Relacje

Venus and Adonis – inscenizacje

 

2025, 22/23 lutego (premiera) – Polska Opera Królewska, Teatr Stanisławowski w Łazienkach, Warszawa

Kierownictwo muzyczne – Krzysztof Garstka
Reżyseria – Pia Partum
Scenografia – Studio Karolina Fandrejewska
Kostiumy – Emil Wysocki
Konsultacje choreograficzne – Emil Wesołowski
Reżyseria świateł, projekcje – Karolina Fandrejewska, Pia Partum
Przygotowanie zespołu wokalnego – Karol Knapiński
Asystenci reżysera – Sławomir Jurczak, Agnieszka Kozłowska
Inspicjentka – Wanda Karpińska

Wystąpili
VENUS – Olga Pasiecznik, Anna Radziejewska
ADONIS – Adam Dobek, Paweł Michalczuk
CUPID – Jan Jakub Monowid, Jakub Foltak
LITTLE CUPIDS – Iwona Lubowicz, Julita Mirosławsk
SHEPHERDS, SHEPHERDESS, HUNTSMEN, GRACES – Zespół Wokalny POK
Zespół Instrumentów Dawnych POK Capella Regia Polona
DYRYGENT – Krzysztof Garstka

Relacja

Purcell we współczesnych dekoracjach

Henry Purcell, The Fairy Queen
14 lutego 2025
 – Opera Rara, Teatr Łaźnia Nowa

Ana Liz Ojeda Hernandez – kierownictwo muzyczne
Cezary Tomaszewski – reżyseria/ruch sceniczny
Klaudia Hartung-Wójciak – dramaturgia
Natalia Mleczak – scenografia/kostiumy
Dariusz Kowalewski – choreografia/tancerzAdam Lipiński – reżyseria świateł
Aleksandra Jachymek – asystentka reżysera/inspicjentka
Klaudia Hegab, Ksenia Pushnova – asystentka kostiumografki

Wykonanie:
Ingrida Gapova – sopran
Aleksandra Żakiewicz – sopran
Anna Koehler – sopran
Natalia Kawalek mezzosopran
Vincenzo Capezzuto – kontratenor
Artur Plinta kontratenor
Karol Kozłowski – tenor
Zbigniew Malak – tenor
Jakub Borgiel – bas
Michał Dembiński – bas
Marcel Zawadzki Dawid Pieróg Dariusz Kowalewski – tancerze

Krakowski Chór Powszechny
Orkiestra Festiwalowa
Ana Liz Ojeda Hernandez –dyr. i koncertmistrzyni

The Fairy Quinn Henry’ego Purcella nie jest typową operą barokową. Należy do gatunku zwanego maska lub semi-opera. Libretto autorstwa Thomasa Bettertona oparte jest na znanej komedii Williama Szekspira Sen nocy letniej, jednak warstwa treściowa jest oryginalna i zawiera elementy zaczerpnięte też z innych źródeł. Konstrukcja dzieła przewidywała podział na wstęp, pięć aktów, czyli masek, w których sceny teatralne przeplatały się z muzyką taneczną i ariami. Pełna inscenizacja jest więc ogromnym wyzwaniem i wymaga współpracy aktorów, muzyków, solistów opery i tancerzy, a przestawienie w tej wersji może trwać nawet sześć godzin.

Przedstawienie przygotowane na festiwal Opera Rara było więc siłą rzeczy okrojone przede wszystkim z warstwy teatralno-słownej – pozostała muzyka, balet/pantomima oraz arie i chóry. Reżyser Cezary Tomaszewski, znany przecież jako tancerz i choreograf, przeniósł akcję przedstawienia w czasy zupełnie współczesne, a współistnienie obok siebie świata rzeczywistego i mitycznego zmienił na współistnienie/zderzenie świata żywych i świata umarłych. Świat żywych reprezentują tu zakochani młodzi (z celowo zmienionymi rolami: tancerz Marcel Zawadzki jest tu dziewczyną w różowej sukience, solistka Natalia Kawałek to nieco gruboskórny chłopak w czarnych buciorach) i ojciec/pijak (solista Michał Dębiński). Świat elfów i leśnych duszków nosi kostiumy rozmaitych postaci: dwoje medyków (Anna Koehler i Jakub Borgiel – Oberon i Tytania?), dwie ratowniczki medyczne (Ingrida Gapova i Aleksandra Żakiewicz), policjant (Karol Kozłowski), dwóch robotników w kaskach i kamizelkach (Artur Plinta i Zbigniew Malak), a obok nich pojawiają się także dziwna trójgłowa postać (kreowana przez Vincenza Cappezutto – Cerber?) i dwójka piekielnych tancerzy w czarnych sukniach (Dariusz Kowalewski i Dawid Piróg – podwójny Puk?).

Soliści i tancerze; fot. IR

Wszyscy oni tworzą wspólnie „ten drugi” świat, lecz chętnie wpływają na świat realny. Nie są bynajmniej grupką poczciwych duchów, choć często i żywiołowo psocą, śmieją się i cieszą – to istoty bezwzględne, złośliwe i nieczułe. Urodziny, które organizują Dziewczynie, zamieniają się w festiwal przemocy wobec pijanego Ojca, zakończony prowokacją z samochodowymi kluczykami. Prowokacją udaną, bowiem Dziewczyna ginie w wypadku. Mimo że duchy noszą kostiumy postaci, które powinny w takiej sytuacji spieszyć na ratunek, robią sobie selfie z rozbitym autem, kłębią wokół umierającej, jakby karmiąc się nią i sycąc umieraniem. Trzecia maska to pogrzeb nieszczęsnej, w czwartej i piątej obserwujemy czas żałoby w świecie żywych, czyli rozpaczającego Ojca i Chłopaka, który z tęsknoty próbuje popełnić samobójstwo, a nawet dokonać ekshumacji swojej ukochanej (dlaczego przy muzyce Wagnera?). W końcu żywi (ale czy na pewno?) spotykają umarłych, w tym Dziewczynę, ale i wiele innych postaci, bezwolnych, na przemian ożywianych i zatrzymywanych przez rządzące tym światem duchy. Finałowe połączenie Dziewczyny i Chłopca nie jest więc happy endem i ma wymowę wieloznaczną, jak cały spektakl zresztą.

A wszystko to ilustruje przepiękna, pełna niezwykłej urody muzyka Henry’ego Purcella, stanowiąc wspaniałe tło dla baletu i towarzysząc dobrze znanym, a tu często przewrotnie podanym ariom, w tym m.in. Let me weep, należącym zresztą nie tylko do The Fairy Queen, mamy tu bowiem np. słynny The Cold Song z Króla Artura. Muzyka – trzeba przyznać – fantastycznie podana. Orkiestra Festiwalowa prowadzona przez skrzypaczkę Anę Liz Ojeda Hernandez, sprawującą również kierownictwo muzyczne przedstawienia, gra „jak z nut”. Wydaje się to aż nieprawdopodobne, ale towarzysząca wydawałoby się całkiem współczesnym scenom muzyka angielskiego mistrza stanowi nierozłączny element całości, którego nie można byłoby zastąpić niczym innym. Chylę czoła przez orkiestrą, która przez cały długi spektakl ani razu nie obniża poziomu i perfekcyjnie współbrzmi z pozostałymi elementami przedstawienia.

Orkiestra Festiwalowa i jej kapelmistrzyni; fot. IR

Większość występujących solistów i tancerzy zasługiwałaby na wyróżnienie, jednak trudno wymieniać kogokolwiek z nich osobno, ponieważ na scenie tworzą jakby jeden organizm, jeden zespół. Są przy tym znakomici głosowo, aktorsko, a nawet ruchowo! Trzeba także wspomnieć, że tancerze – choć jest ich zaledwie trzech, są fantastyczni i robią niezatarte wrażenie.

Osobny akapit trzeba poświęcić dramaturżce Klaudii Hartung-Wójciak, kóra nadała spektaklowi spójność teatralną, Natalii Mleczak projektującej scenografię i kostiumy (zwłaszcza kostiumy tancerzy robią wyjątkowe wrażenie) oraz Dariuszowi Kowalewskiemu, który nie tylko tańczy, ale zaprojektował choreografię – wyjątkowo mocną.

Bardzo udany wieczór z którego wyszliśmy z ogromnym zamieszaniem w głowach – boska barokowa muzyka, współczesny sztafaż, egzystencjalne, poruszające treści – wszystko to wymagało czasu, żeby ułożyć sobie w głowie cały spektakl. Mocno żałuję, że nie uczestniczyłam choćby w jeszcze jednym wieczorze. A może nawet we wszystkich trzech!

Relacja